3

Po dwóch tygodniach odchudzania… przytyłem. Byłbym naprawdę obłudny, gdybym tego nie napisał, ale byłbym jeszcze bardziej obłudny, gdybym udawał, że nie wiem skąd się to wzięło. Do kłębka…

116,4 kg. Dużo. I prawdę mówiąc, bez zaskoczenia. Kilka wniosków z ostatnich tygodni:

  1. Alkohol twój wróg. Nie ma się co łudzić, chlanie nie pomaga w absolutnie niczym. Po pierwsze jest to kwestia kalorii. Piwo – 44 kcal. Mało? Pewnie, pod warunkiem że się wypije jedno, a nie siedem. Ale zaskakujące dopiero jest wino, które wyciąga uwaga! 84 kcal! A z winkiem wiadomo – najmniejszą jednostką rozliczeniową jest butelka. Albo wielokrotność butelki. Ale prawdziwym czarnym koniem wyścigu jest wódka – 232 kcal. Albo whisky – 250 kcal. Alkohole przywołuję nieprzypadkowo, ponieważ ze wszystkim czterema miałem w zeszłym tygodniu bogate relacje. Po drugie należy jeszcze pamiętać o towarzyszącym piciu syndromie spadku silnej woli, który potrafi zaowocować zamówieniem pizzy o północy w środę (bo… yyyy… Polacy.. yyy… zremisowali w… eeee… coś tam).
  2. Sport, nawet intensywny, uprawiany dwa razy w tygodniu absolutnie nic nie zmienia. Jestem przekonany, że uprawianie dynamicznego sportu, jak koszykówka, raz albo dwa razy w tygodniu, wywołuje w organizmie raczej niebezpieczny szok i przeciążenie, niż wzrost wydajności, siły i kondycji. U mnie występuje wyłącznie efekt bolących kolan i łopotania serca. Z drugiej strony jest jeszcze efekt psychologiczny – dopóki chodzę na te sporty, to mam wrażenie, że wciąż utrzymuję styczność ze światem ludzi sprawnych. Bo bez tego to już tylko otchłań i ZUS. Jeżeli sport ma być czymś więcej niż hobby, jeżeli ma faktycznie wpłynąć na schudnięcie, to musi być wcielony w codzienne życie jak mycie zębów. Dokładnie tak – musi stać się elementem higieny osobistej, rutyną równoważną codziennemu zmienianiu gaci. I podobnie jak w przypadku zmieniania gaci, nie należy się w tym doszukiwać zaraz jakichś górnolotnych dziwactw, jak samospełnienie czy droga do szczęścia. Nie, po prostu codziennie przez godzinę coś robisz, żeby rozruszać piec i przypomnieć mięśniom, że nadal istnieją.
  3. Muszę odseparować nawyk jedzenia od innych czynności. Szczególnie zgubne jest jedzenie podczas oglądania, bo ostatnio złapałem się tym, że podczas filmu instynktownie myślę i żarciu (konkretnie o bułce z szynką).

Ja to nadrobię oczywiście, za tydzień będzie już ok, ale kurwa… nie spodziewałem się sam po sobie, że zacznę to całe odchudzanie od „potknięć”. Fuckin’ Monday…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s