Niespełnienie

Oglądałem dziś finał turnieju siatkarskiego w Berlinie. Francja po rozegraniu piekielnie dobrego meczu uległa podnoszącej się ze zgliszcz reprezentacji Rosji. Ale to Francja błyszczała, za sprawą młodziutkiego przyjmującego, Ngapetha. Chłopak ma zaledwie 193 cm wzrostu, co oznacza, że na swojej pozycji gra przeciwko graczom wyższym od niego średnio o 10-15 cm. Co z kolei oznacza, że aby im dorównać i być od nich dużo lepszy, musi o te 15 cm wyżej skakać, musi być o klasę szybszy, musi mieć instynkt zwierzęcia i inteligencję myśliwego.

Nie wierzę za bardzo w talent. Zawsze mi powtarzano, że mam talent do różnych rzeczy. Gdy byłem małym dzieckiem, mówiono to z nadzieją i dumą. Gdy dorastałem, mówiono to z pewną przekorą i cynizmem, żeby mi przypomnieć, że talent to nie wszystko, ważniejsza jest praca. Mówiono mi w ten sposób, że jestem leniwy. Teraz o moich talentach słyszę rzadko, na zasadzie jakiegoś echa, wspomnienia starych dobrych czasów. I ilekroć widzę takiego człowieka jak Ngapeth, który jest najlepszy wbrew wszelkiej logice, zastanawiam się – ile trzeba mieć w sobie zaparcia, żeby się kimś takim stać? Jak bardzo trzeba być przeświadczonym o swojej wyższości nad innymi? O możliwości sukcesu.

Brakuje mi tego właśnie. To jest przyczyna moich porażek, upadków, mojej niekonsekwencji – boję się sukcesu. Boję się awansować w firmie na stanowisko, które mi proponowano już kilkakrotnie, boję się prawdziwie zaangażować w jakiś związek, boję się porozmawiać na imprezie z nieznajomą kobietą, zamiast wychlać 0,7 l whisky i obrzygać co drugą latarnię, wracając w ciemnościach do pustego domu. Boję się napisać coś wartościowego, zamiast pisać te skrawki dla grona anonimowych czytelników. Boję się być szczupły, przystojny, niezgarbiony. I tak ucieka dzień za dniem. W niedorzecznym lęku przed osiągnięciem swojego potencjału. To nie jest nieskończona droga. To nie jest ciągły proces. Nie kurwa, to jest proste jak tabliczka mnożenia. Zaczynasz, wyznaczasz sobie czas, realizujesz plan, docierasz do końca – i tyle.

Jestem dziś bardzo zły na siebie. Zaraz wpadnie sąsiad i jebniemy pół litra. Sąsiad też jest na coś zły. Piękna scena: „Oda do bezradności”.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s