Ho! Ho! Ho! Motherfuckers! Nadchodzi gwiazdka, wigilia Bożego Narodzenia, skondensowany wyrzut sumienia dla wszystkich singli świata. Kilka dni w roku, kiedy nie ma za bardzo jak uciec od faktu, że mimo że jesteśmy piękni, prawie młodzi, mamy super prace, domy, kredyty, biegamy pieprzone maratony, wpieprzamy ostropest, ćwiczymy jogę i spędzamy nieprzyzwoite ilości czasu z innymi singlami, to jednak jesteśmy sami. Naszą samotność najlepiej widać na tle wielodzietnych rodzin zakładanych przez rodzeństwo, kuzynostwo, czy nawet cholernych sąsiadów. Może samotność to za ciężkie określenie, może raczej „bycie samemu”? Albo lepiej! Niezależność! Suwerenność! Gwiazdka… cholerne kilka dni kiedy ciężko nawet samemu sobie udowodnić te wszystkie zalety funkcjonowania pozazwiązkowego, w które wierzymy na co dzień. Bo łatwiej być twardym, gdy nie czuje się na sobie pełnego politowania wzroku rodziny.

W dzieciństwie czekało się na święta przez cały rok. Gdy święta mijały, człowiek był zrozpaczony, zaczynał odczuwać pustkę i niesprawiedliwość. Nie chodziło przecież tylko o prezenty, prawda? Coś tam jeszcze było, coś magicznego. Tylko już kompletnie nie potrafię sobie przypomnieć, co to było.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s