Raport mniejszości

Czuję się ostatnio coraz bardziej oderwany od rzeczywistości. Boję się tego, bo przestaje mi na czymkolwiek zależeć. Kiedyś pomyślałbym, że to dobry objaw – nie zależy, więc nie ma przywiązania, nic człowieka nie kotwiczy, nie zniewala. Ale to nieprawda. Człowiek, któremu na niczym nie zależy, jest w jakiś sposób ułomny. To nie jest wcale wolność. To ucieczka od świata.

Nie staram się na razie niczego na siłę zmieniać. Obserwuję sam siebie. To strasznie dziwne uczucie, trochę jakby… schizofreniczne. Ale myślę, że tak jak otępienie samo przyszło, tak i przywiązanie samo przyjdzie. Wciąż nie mogę do końca zrozumieć jak to się stało, że tak szybko otrząsnąłem się po ostatnim związku, który jak na mnie był całkiem długi. Może po prostu związki przestały mieć takie kluczowe znaczenie w moim życiu. A może raczej nauczyłem się nie poddawać temu zranieniu, jakie zwykłem przypisywać rozstaniom. Coś w tym jest, że to wyłącznie my sami decydujemy o tym, jak bardzo pozwalamy się ranić.

Nabieram ostatnio cech autystycznych. Sam się z tego trochę w duszy śmieję, ale jak zacząłem o tym więcej czytać, to się zacząłem zastanawiać. Kto wie, może jestem pierwszym znanym medycynie przypadkiem człowieka, który dopiero po 30-tce rozwinął w sobie zespół Aspergera. Coraz więcej się zgadza. Ludzie mnie często irytują. Denerwuje mnie dotyk, zwłaszcza ludzi z rodziny, którzy nie wiedzieć czemu nagle na starość wszyscy się robią podejrzanie serdeczni i mili. Serio, to mi zawsze odpowiadało w mojej rodzinie – brak przesady w okazywaniu sobie uczuć. Zawsze bardzo zżyci ze sobą, ale bez przesadyzmu w formie i okazałości. A teraz nagle chcą się cholera przytulać, nie mogą przejść koło mnie, żeby mi nie położyć ręki na ramieniu, albo poklepać. A mnie to tak wkurwia… Albo jak słyszę, jak mój ojciec stuka zębami podczas jedzenia. Delikatne, ledwo słyszalne puknięcia, które w mojej głowie rozbrzmiewają jak wybuchy granatów hukowych. Albo śmiech mojego brata (ja kocham mojego brata nad życie, proszę mnie źle nie zrozumieć). Ale jego histeryczne zaśmiania zaczęły mnie wkurwiać. Po prostu. Nie wiedzieć kiedy i nie wiedzieć czemu zawęziło mi się pole tolerancji na takie rzeczy.

Skupiam się na sobie. Widzę że ciało przyzwyczaja się już do regularnych ćwiczeń i treningów kalisteniki. Dalej najciężej znoszę rozgrzewkę, na której mam za każdym razem wrażenie, że serce wyskoczy mi w pewnym momencie z klatki piersiowej. I dieta. Działa. Powoli, tak jak powinna, ale działa. Nie ma jeszcze takich efektów, żeby taki maruda jak ja mógł być z siebie dumny, ale są wystarczające, żeby kontynuować i nawet dołożyć do tej kontynuacji odrobinę wiary i nadziei. A tego mi ostatnio brak.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s