Podryg „męskości”

Piłem przez sześć ostatnich dni. W poniedziałek wieczorem piłem na wesoło z sąsiadem, choć też w poczuciu konspiracji, bo moja dziewczyna nie lubiła, gdy piłem wódkę. Nie przystoi gentlemanowi. We wtorek dziewczyny już nie miałem, więc i konspiracja przestała być potrzebna. We wtorek przyłożyłem. Whisky i resztka szampana urodzinowego. Niedobry zestaw, rano myślałem że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. W środę wino. Po winie zawsze mam złe sny, budzę się w nocy z kołatającym sercem, jakby mnie ktoś gonił. W czwartek wódka z sąsiadem. Sąsiad mój to dobroduszny człowiek o nieskomplikowanej psychice, którego uniwersalną poradą w każdej sytuacji życiowej jest butelka wódki. Po wódce padam na łóżko, śpię jak kamień i nic mi się nie śni. A przed zaśnięciem czuję w sobie moc do zmieniania świata i siebie. Po czwartku nadszedł piątek i kolejne pożegnanie mojego byłego szefa. Było whisky, piwo, jakieś drinki. Potem kolega ukradł z baru Jim Beana jabłkowego (wtf?!?!?) i zaczęło się robić mgliście. Kiedy imprezowicze postanowili się przenieść do Sody w poszukiwaniu idealnych żon i legendarnych doznań, ja swoim zwyczajem wyszedłem nie żegnając się i skierowałem chwiejny krok do domu.

Czuję, że wypełnia mnie cholerne rozgoryczenie i złość. Gdzieś w tle pewnie i smutek, ale przede wszystkim złość. Chyba na siebie samego. Znów powtórzyłem schemat. Dałem od siebie wszystko, godziłem się na wszystkie warunki, kilka razy przełknąłem dumę. Jakbym się przez całe życie niczego nie nauczył. Starczyło się zachowywać jak facet. Pewnie zostałbym sam dużo wcześniej, ale przynajmniej nie czułbym się… zeszmacony. Ale na te lekcje życiowe stać mnie zawsze dopiero po fakcie.

Wypada mi chyba pozostać gentlemanem. Nie wypluwać z siebie tego wszystkiego, co miałem ochotę powiedzieć przez ostatnie miesiące. Bo to nie byłoby „z klasą”. Bo to byłaby małostkowość. Bo potwierdziłoby się wszystko to, co pewne siebie kobiety myślą o facetach, z którymi zrywają.

Najgorsza jest świadomość, że w tym wieku takie sprawy nie mają już dla ludzi dużego znaczenia. W poniedziałek uzgadniamy wspólne wyjazdy na najbliższe dwa miesiące, we wtorek nie jesteśmy już razem. A przede wszystkim… przecież nic się takiego nie stało. Jesteśmy dorośli, komunikujemy się ze sobą otwarcie, prowadzimy dialog na poziomie adekwatnym do naszego ponadprzeciętnego wykształcenia. Na „trzy-cztery” przybijamy sobie piątkę i rozchodzimy się, każde w swoją stronę. Bo to właśnie TAKIE proste.

Tyle. Mój jeden, jedyny wyrzut rozgoryczenia i smutku. Poprawiam muszkę, mankiety i wracam do bycia spokojnym gościem, którego tak wszyscy lubimy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s