O pracy, rodacy

Ostatnie dwa lata mojego życia były dla mnie wspaniałe. Naprawdę. Był to okres oczyszczający, wypełniony pracą, realizacją celów i postanowień, okres kształtujący i formujący dla mnie jako faceta, a nawet szerzej – jako człowieka. Trochę nieświadomie oparłem te dwa lata o nową pracę, która dała mi bardzo wiele: stabilność finansową, możliwość prawdziwego zarządzania ludźmi, wyznaczania strategii. Rzeczy w których jestem dobry. Dała mi też odrobinę prestiżu, a przynajmniej poczucie prestiżu, wynikające na przykład z udzielania wywiadów w imieniu firmy, z kreowania kontaktów z ważnymi osobami z otoczenia biznesu. Wspaniałe uczucie. Pozwoliło mi trochę zrozumieć to, czego nie mogłem nigdy zrozumieć w moim ojcu – dlaczego on zawsze aż tak kochał pracę. To nie jest żaden pracoholizm, to kwestia pełnego, świadomego realizowania się w tym.

Niestety ja tak nie mam 🙂 Po przepracowaniu równo dwóch lat zaczynam odczuwać te same rzeczy, które odczuwałem w dużo większej skali w poprzedniej pracy: wypalenie, znużenie, narastającą frustrację i tendencje do wybuchania. Powody są inne niż w poprzedniej pracy, ale efekt jest przerażająco podobny. Oczywiście jest o kilka lat starszy, nauczyłem się szanować to, co w życiu mam i na pewno nie będę igrał z moją obecną pracą. Muszę sobie po prostu ustawić odpowiednio własną optykę, postrzeganie życia zawodowego.

Nie jestem częścią niczego nadprzyrodzonego, to na pewno. Nie przykładam cegiełki do pomnika trwalszego niż ze spiżu. Nie zmieniam świata. Wy się możecie śmiać, ale ja jeszcze rok temu trochę żyłem w takim poczuciu. Że może nie jestem jakimś tam Stevem Jobsem, ale przynajmniej jego asystentem. Albo asystentem jego asystenta. No więc nie jestem. Widzę również, że moje dołączenie do firmy nie zmieniło jej w jakiś niezwykły albo chociaż widoczny sposób. Raczej powiedziałbym, że nabrałem w tej firmie swego rodzaju profesjonalnej ogłady, podobnej do tej, której nabiera nawet najpiękniejszy i najoryginalniejszy kamień na dnie koryta rzeki, tępiony przez całe gówno, które ta rzeka ze sobą niesie. Ale to dobrze, dla dojrzałej organizacji nie ma nic bardziej zabójczego, niż zapalony neofita ze szczerymi chęciami 🙂

Pozostaje mi zacisnąć mocno zwieracze, przyzwyczaić się do gryzienia się w język, uśmiechania i mówienia tak bez żadnego „ale”. I bardzo dobrze. Od tego tu jestem, za to mi płacą.

Trudno chyba znaleźć złoty środek pomiędzy życiem pracą a filozofią odbijania karty. Na pewno jednak życie jest zbyt fajne, żeby je marnować na pracę w zakresie większym, niż zdrowo-rozsądkowe minimum.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s