Sranie w banie, świeczki z Tesco, przemijanie

Ostatnio coraz częściej cynicznie patrzę na świat. Cynicznie i z wyrachowaniem. Nie daję się nabrać na polskie Wszystkich Świętych, bo zamiast świętych są wojny o miejsca parkingowe, rozpychanie się łokciami przy wejściach na cmentarze, udający kaleków Romowie, wyszczekane dzieciaki z chorągiewkami memento-morijnymi za 50 gr. i opaśli księża z mikrofonami. I rozmowy o przyklejaniu donic do płyt nagrobków, bo ukradną. I debile grabiący piękne, kolorowe liście, jakby nie widzieli, że tylko one łagodzą trochę szpetotę lastrykowych pomników. I policjanci, dyrygujący tym całym cyrkiem. Nie ma w tym wszystkim ani Boga, ani Świętych, ani nawet umarłych nie ma, tylko jest stado bezmyślnych owiec, odpracowujących swoje rytuały z poczucia obowiązku i nieupodmiotowionej wdzięczności za dzień wolny od pracy.

Czasem boję się, że to coś więcej, niż tylko moje rozczarowanie ludzką głupotą i barbarzyństwem. Czasem nachodzą mnie takie myśli, że życie od zawsze miało tylko jeden cel: reprodukcję. Żadnego dorabiania legend o mistyce przemijania, wędrówce dusz, żadnych światełek na końcu tunelu. Proste zastępowanie jednych komórek drugimi. Nieustanny rozpad tworzący żyzny nawóz pod cud narodzin. Z ewolucyjnego punktu widzenia życie mogło przecież pójść dwiema drogami: nieśmiertelność lub nieustanne koło śmierci i narodzin. Niestety tylko w tym drugim scenariuszu jest miejsce na mutacje, eliminację błędów genetycznych i rozwój. Dlaczego człowiek po miliardach lat nieustannego umierania i rodzenia się miałby nagle czymkolwiek różnić się od ameby? Czemu akurat nasze szczątki miałyby trafić do nieba, piekła czy tam Tartaru? Co w nas niby takiego szczególnego?

To tak naprawdę puste dywagacje. Odkąd nauczyłem się w życiu odpuszczać i godzić z tym co mnie spotyka, dużo łatwiej mi monitorować nihilistyczne zapędy mojego umysłu. Jestem wolny. Nic mnie spektakularnie nie cieszy, nic mnie nie smuci. Nie mam planów ambitniejszych niż popołudniowe zakupy w Biedronce. I tylko gdy patrzę na mego syna zalewa mnie fala endorfin, aż się czasem ryczeć chce. Duma, radość, szczęście. Albo przynajmniej poczucie spełnienia ewolucyjnego obowiązku, bo czuję że on jest ode mnie po prostu lepszy. Natura się poprawiła. W tym jednym sensie mógłbym już umrzeć. Bo jestem spełniony.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s