Zakurzone myśli o głupocie

W ostatnich latach z różnych stron dowiadywałem się, że istnieją różne rodzaje inteligencji. Moje ograniczone pojmowanie inteligencji jako umiejętności sprawnego analizowania i pojmowania świata wokół siebie zdaje się być zero-jedynkowym anachronizmem, wypieranym przez nośne pojęcia typu „inteligencja emocjonalna”, „inteligencja społeczna” albo „inteligencja duchowa”. Jak mogę swoją zwykłą bez-przedrostkową inteligencją konkurować z kimś inteligentnym emocjonalnie, czyli i inteligentnym i posiadającym jakieś nadprzyrodzone zdolności w odbieraniu aury drugiej osoby? Albo w kontaktowaniu się ze światem duchowym? Się nie da. Klasyczna inteligencja zrobiła się passe, mam wręcz wrażenie, że osoby postrzegane jako klasycznie inteligentne (chyba można roboczo przyjąć określenie „bystre”) są z klucza szufladkowane jako nie posiadające owej owianej mistycznym nimbem inteligencji emocjonalnej, duchowej czy tam ruchowej (Michael Jordan ponoć to miał, choć bardziej podejrzewam że wymyślono to pojęcie wyłącznie po to, żeby jakoś wytłumaczyć fenomen tego sportowca lub żeby stworzyć jakąś sztuczną podstawę założenia nowego kierunku na AWFie). Zastanawia mnie tylko, dlaczego – skoro inteligencję dzielimy na tak wiele rodzajów – nie podzielono też jakoś głupoty? Jako baczny i krytyczny obserwator zachowań ludzkich po pierwsze wyróżniłbym głupotę organiczną, polegającą na tępocie umysłu, małej ilości szarych komórek i połączeń nerwowych. Taką głupotę, którą da się ciężką pracą maskować do poziomu powiedzmy gimnazjum, ale która na dłuższą metę w życiu zawsze wypełznie z człowieka. Przy wódce ze szwagrem, podczas opowiadania dowcipów w szatni po meczu, przy deserze podczas pierwszej randki. Jedyne co można zrobić z organiczną głupotą, to nie próbować udawać, że organicznie głupim się nie jest. Wartą opisania formą takiej głupoty jest histeria – bliżej niesprecyzowany, choć aksjomatycznie oczywisty, zespół popierdolonych i wyolbrzymionych zachowań ludzkich, będący chyba właśnie manifestacją głupoty, wynikającą z braku wiedzy, jak zareagować właściwie do danej sytuacji. Histerię obserwowałem przede wszystkim u ludzi, którym się kończyły argumenty. Histeria użyta jako forma agresji służy głupiemu człowiekowi jako swego rodzaju wytłumaczenie czy raczej usankcjonowanie swojej durnoty. Bo potem łatwo wszystkie wypowiedziane głupoty lub niewypowiedziane mądrości usprawiedliwić napadem histerii. Jak się nad tym zastanowić, to to w sumie całkiem sprytny zabieg, zwłaszcza w relacjach damsko-męskich – kobiecie przecież wypada być emocjonalną histeryczką, to wynika z jej porywczej, uduchowionej i szalonej natury. I brzmi dużo lepiej niż bycie kretynką. To oczywiście tylko bazujący na wyświechtanych stereotypach przykład. Faceci potrafią być takimi samymi, niedorzecznymi histerykami. Potem na pewno wyróżniłbym głupotę społeczną, która kalibrem jest już dużo poważniejszym grzechem, niż głupota organiczna, a to dlatego, że zawiera w sobie intencjonalność i świadomy wybór. Nie potrafię tego do końca uzasadnić, ale ciśnie mi się na usta określenie: głupota fejsbukowa 🙂 To takie zachowania ludzi na poziomie relacji międzyludzkich, funkcjonowania w jakiejś większej całości, których ja nie rozumiem i które nie mają sensu/uzasadnienia logicznego w oderwaniu od tej… społecznej pulpy. Wypisywanie na fejsie, że jest piękna pogoda pod Rzeszowem. Lajkowanie takiego wpisu. Używanie słów typu „ogarnąć”. Co to cholera w ogóle znaczy – ogarnąć? Coś owinąć czymś? Od czego się wzięło to słowo??? Dalej: robienie sobie słitfoci i selfie. Ja już się pogubiłem, które słitfocie i selfie są tymi złymi, które powstały w fazie rosnącego trendu na takie idiotyzmy, a które są szyderczą kontrrewolucją, hipsterskim negowaniem komformistycznych nurtów. Nie wiem. Te wszystkie kretyńskie kocopały, które ludzie pieprzą przy okazji picia alkoholu: jakimi to są alkoholikami, jak to żyć bez alkoholu nie potrafią… i te kretyńskie toasty, wznoszone po trzydzieści razy jednym kieliszkiem: „zdrowie pięknych pań, może jeszcze przyjdą”, „kobieta jest jak kotwica – wypijmy za krążownik Aurora, który miał sześć kotwic”. Czemu ludzie to robią…? Czemu tylu ludzi kończy stosunki międzynarodowe? Czy oni naprawdę myślą, że w normalnie działającym państwie znajdzie się praca w zawodzie dla więcej niż 1% z nich? Dlaczego statystycznie najczęściej kończonym kierunkiem przez kobiety (przynajmniej kilka lat temu) była psychologia i resocjalizacja? Czy te wszystkie dwudziestoparoletnie dziewczyny, które mają całe życie przed sobą, naprawdę chcą resocjalizować psychopatów w polskich więzieniach i poprawczakach? Czy przemyślały to, że każdego dnia miałyby się obarczać patologią najniższego poziomu, zarabiając przy tym śmiesznie małe pieniądze? Serio??? No i na koniec moja ulubiona kategoria: głupota narodowa. Mam wrażenie, że w większości krajów, zwłaszcza na Zachodzie, występuje pewna zależność: stosunkowo głupi ludzie łączą się na poziomie organizacji pozarządowych, samorządów czy całego narodu, a im liczebniejszą „organizację” tworzą, tym taki twór jest inteligentniejszy, efektywniejszy i podejmuje mądrzejsze decyzje. W Polsce występuje odwrotna zależność. My Polacy mamy w genach wiele autodestruktywnych mechanizmów, które potęguje w nas poczucie wspólnoty, zjednoczenia w jakimś podniosłym celu. Smoleńsk, związki partnerskie, tęcze, mecze, pieprzona ramówka TVN! Wszystko może być dla nas powodem zbiorowego popadnięcia w histerię, a zrzeszanie się w większe grupy tylko potęguje efekt głupizny. Zwykłe opinie zamieniają się w miasteczka namiotowe, wyrywanie ławeczek na stadionach i palenie wozów transmisyjnych. I najlepsze jest to, że my już przecież nie mamy wroga. To nie jest tak jak 30 lat temu, gdzie trzeba było się stawiać komunie, esbekom. To nie jest tak jak na przedmieściach Paryża, gdzie rodowici Paryżanie boją się wyjść z domu, bo za innowierstwo grozi im dekapitacja poświęconą przez imama maczetą. To jest Polska, demokratyczny, wolny kraj Polaków. Szkoda tylko, że jedną z cen wolności jest swoboda w byciu głupim. Męczą mnie ludzie. Tak rzadko spotyka się teraz ludzi mądrych, niepozujących na nic, naturalnych. Mądrość przestała być cnotą, a jednocześnie głupota stała się czymś powszechnie akceptowalnym. Nie ma potępienia dla głupoty. A ja niecierpię głupoty. I nie odnajduję się w systemie wartości, w którym jest na nią przyzwolenie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s