Człowiek dzienny – człowiek nocny

Sarkazm i czarny humor są trwale wpisane w projektowanie pojazdów szynowych.  Moi konstruktorzy mają kilka utartych anegdot zawodowych. Moja ulubiona to: „jak widzę jakim jestem konstruktorem, to boję się iść do lekarza”. Za to dyrektor działu badań i rozwoju ma swoje powiedzonko o poziomie działalności i profesjonalizmie podwładnych: „Dotarliśmy na skraj przepaści. A potem zrobiliśmy olbrzymi krok naprzód”. Doszedłem jakiś czas temu do wniosku, że to właśnie stało się z moim życiem w ciągu ostatniego roku. Nową pracę zaczynałem przerażony, bez wiary w siebie, trzymający się pionu chyba tylko dzięki wsparciu rodziny i znajomych, którzy przypominali mi w kluczowych momentach, że stać mnie na więcej. A może nawet nie było tak źle, ale swoim zwyczajem pamiętam tylko „to złe”. Dziś co trzeci dzień chodzę na zarządy, w odprasowanej koszuli i z gębą gładziutką jak pupa niemowlaka, uśmiecham się słuchając anegdot panów z listy najbogatszych Polaków Forbes’a, niskim głosem wyrażam sporadycznie swoje opinie. Jakbym nie był już tym pogubionym sobą sprzed roku, tylko opanowaną, trzeźwo myślącą wersją siebie, która ma w głowie poukładane priorytety, ba! ma nawet postawione jakieś cele w życiu i je realizuje! Wciąż jeszcze patrzę na tego „profesjonalistę” z przymrużeniem oka, jakbym tylko czekał na obwieszczenie całemu światu, że to przecież żart, wygłupy takie, że natury dorosły człowiek nie zmieni. Więc póki co ja swoje, a profesjonalista swoje. Podzieliliśmy się dobą na mnie „dziennego” i mnie „nocnego”, ale z powodu zbyt dużej ilości obowiązków za dnia, „nocny” nie ma już specjalnie czasu na smęcenie, obracanie życia w żart… nawet na nieodrabianie lekcji nie ma czasu.

Czasem się zastanawiam, czy to życie mnie uratowało przed moim marazmem i zapędami autodestruktywnymi, czy może jednak ja sam siebie uratowałem? To takie jałowe dywagacje oczywiście, stanowiące nieodzowny dowód na to, że w moim popieprzonym móżdżku nadal jest sporo miejsca na mnie „nocnego”. Bo jest wciąż przecież nieznośna skłonność do snucia wizji (Boże, jak mi to życie utrudnia…), oglądanie się przez ramię w poszukiwaniu własnego cienia, jakieś niejasne wyrzuty sumienia, gdy mój syn robi się momentami zbyt poważny jak na swój wiek. I dużo innych „drobiazgów”, które mnie wciąż dzielą na pół jak schizofrenika. Choć przyznam zupełnie szczerze, że z dwojga złego wolę dzienno-nocne rozdwojenie jaźni, niż całodobowe taplanie się w melancholijnych, niezrealizowanych wspomnieniach. Tak się po prostu dużo higieniczniej żyje.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s