Wpis kinopochodny nr 2: „Sierpień w hrabstwie Osage”

Zawsze mnie denerwowało pseudointeligenckie generalizowanie, że Amerykanie potrafią kręcić tylko gówniane filmy rozrywkowe, a prawdziwa sztuka filmowa może powstać wyłącznie poza USA. Nieważne jak głupio taka wypowiedź brzmi, autentycznie znam sporo ludzi, którzy takie farmazony wygadują. Nie żebym miał zamiar ten wątek dalej rozwijać, po prostu mnie to wkurwia. Tym bardziej, że jakoś tak się złożyło, że w ostatnim czasie natrafiłem na kilka genialnych produkcji hollywoodzkich, więc jeśli ktokolwiek tego bloga jeszcze czyta i zastanawia się akurat, jaki film obejrzeć, zapraszam do lektury. Z góry uprzedzam, selekcja wybitnie babska.

Pierwsza propozycja to przedstawiciel nurtu post-menopauzowego, czyli Oskarowy (tak przynajmniej obstawiam) „Sierpień w hrabstwie Osage”. Film opowiada historię zjazdu kilku pokoleniowej rodziny orbitującej wokół despotycznej i coraz bardziej niestabilnej psychicznie matrony, która nawet w dobrej kondycji umysłowej potrafi wyssać energię życiową z nawet najbardziej radosnej istoty. Niepozorny zjazd bez poważniejszego wątku przewodniego staje się scenerią krwawego rozliczenia i uwolnienia trzech córek, siostry, zięcia oraz meksykańskiej służącej od wyniszczającego wpływu uzależnionej od leków, cynizmu i władzy carycy rodziny. O grze aktorskiej Meryl Streep napisano już na tyle dużo, że nie ma sensu się produkować. Co można jednak powiedzieć o przesłaniu filmu? Na pewno jest to przepiękna, klarowna instrukcja antyrodzicielstwa, czyli pseudobohaterskiego i pseudoaltruistycznego „poświęcania się” dla szczęścia dzieci, podszytego tak naprawdę brakiem umiejętności uszczęśliwienia samego siebie. Jest to też swego rodzaju krytyka prawdziwie altruistycznego poświęcenia (jednej z córek, która całą młodość poświęca na zajmowanie się podupadającą nerwowo matką), będącego również murowanym przepisem na ogólne rozczarowanie życiem, depresję i zgorzknienie na starość. Meryl Streep jest straszna. Jest demoniczna, przerażająca, jest żywym obrazem wszystkiego tego, czego normalni ludzie boją się, myśląc o starości. Meryl Streep, jak zawsze, kradnie show. Swoje 5 minut próbuje jeszcze wykrzyczeć Julia Roberts, moim zdaniem murowana kandydatka do Oskara za drugoplanową rolę kobiecą. Zresztą, może niesprawiedliwie to ująłem, pewnie z powodu moich uprzedzeń do jej neurotycznej gry, końskich zębów i uśmiechu na ¾ twarzy. Jak się mocniej zastanowić, to Julia zagrała w tym filmie prawdopodobnie najlepszą rolę życia. Niebagatelne znaczenie ma tu scenarzysta, który postaciom granym przez Meryl Streep i Julię Roberts napisał jedne z najbardziej błyskotliwych i ciętych linijek w historii kinematografii. Natomiast gdyby nie mój osobisty sentyment do Juliette Lewis (broń Boże nie mylić z docenieniem jej urody!), pewnie nawet nie pamiętałbym, że grała jedną z córek. Jak zawsze trailer filmu przekłamuje jego treść na wszystkie możliwe sposoby. Gdy zaczynałem oglądać „Sierpień w hrabstwie Osage”, byłem przekonany, że czeka mnie ciężka gatunkowo komedia z pogranicza komediodramatu. Otóż komedia to to nie była… Komediodramat również nie. Klasyfikacyjnie obstawiałbym dramat wchodzący momentami w odbierającą chęć do życia ciężkość filmów Smarzowskiego. Jest kilka zabawnych scen, które za każdym razem dają widzowi złudne nadzieje na zmianę tonacji, po których nieomylnie następuje jakiś podcinający wiarę w ludzkość wybryk mamuśki. Co ciekawe, film ten jest również bardzo wyjątkowym dowodem na to, że tylko kobiety są w stanie stworzyć naprawdę skomplikowane, zawiłe i potencjalnie wybuchowe sytuacje w życiu. Mężczyźni nie odgrywają w tym dramacie praktycznie żadnej roli, a ich czyny stanowią jedynie tło i rezultat rozgrywek toczonych na szczytach kobiecej władzy. Wszyscy bohaterowie męscy są neurotyczni, płaczliwi, czuli, opiekuńczy oraz funkcjonują w majestacie i zakresie wyznaczonym przez ich partnerki. Jest to w pewnym sensie smutna rekapitulacja moich własnych obserwacji na temat postępującego zniewieścienia facetów na świecie, ale to przy innej okazji.

Z całą powagą stwierdzam, że film, który bez opamiętania zawłaszczyły kobiety, jest doskonały. Dawno nie widziałem tak prawdziwego i przejmującego obrazu. Czapki z głów, drogie panie!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s