About Time

Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, żeby oglądać filmy przepełnione dobrem albo takie, które są zupełnie nierealne. W sensie, że za życia mojego i najlepiej moich też moich potomków przedstawiona fabuła nie będzie miała możliwości się zrealizować. Życie samo w sobie bywa na tyle trudne i dołujące, że nie ma co dokładać. Problem w tym, że pozytywne historie są zazwyczaj tak samo nudne i nieatrakcyjne, jak pozytywne wiadomości (które zajmują ponoć zaledwie około 15% ogólnego czasu przeznaczonego na serwisy informacyjne).

Wczoraj natrafiłem na taki film. „About time” z jedyną w swoim rodzaju Rachel McAdams. Jedyną kobietą Hollywood, która mimo dramatycznie małego wzrostu (163 cm), grubych nóg łyżwiarki i braku jakiegoś oczywistego seksapilu, jest dla mnie jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie. Tym nie mniej, film to opowieść o życiu dorastającego faceta, który w wieku 21 lat dowiaduje się od ojca, że mężczyźni w jego rodzinie mają dar podróżowania w czasie. Tjaaa… brzmi przekonująco. Dalej jest tylko lepiej, bo mamy naprawdę dennie zawiązany wątek miłosny, mamy gburowatego wujka pijaka, czyli standard brytyjskiej komedii romantycznej w pigułce. Swoją drogą to straszne, bo w filmowym humorze dialogowym nie ma już chyba żadnych nieodkrytych kombinacji słownych, których nie wyeksploatowałyby wcześniejsze filmy. A mimo to film jest kapitalny. Przeżywamy całe lata związku głównych bohaterów, zazdroszcząc im na każdym etapie stopnia porozumienia, wewnętrznego napięcia, pociągu. No ale, taki jest właśnie urok opowieści, dla których scenariusz i dialogi pisze błyskotliwy scenarzysta, a nie życie. Eh, ilekroć oglądam takie filmy przypominają mi się niezliczone kłótnie, w których udowadniałem komuś, że nie jestem romantykiem. Na swój autystyczny sposób chyba jednak jestem. Przynajmniej w kilku procentach. Myślę, że w byciu romantykiem trzeba pamiętać, że nic tak nie rozpieprza człowiekowi życia, jak koncepcja że gdzieś tam w niebycie idei dryfuje sobie nasza druga połówka, bratnia dusza, która nas dopełni i ocali przed koniecznością dbania o samych siebie. Cała reszta „bycia romantykiem” jest ok.

Mam trzy spostrzeżenia na temat dobrych filmów:

1. Dobre filmy traktują zwykle o niczym ważnym, albo w ogóle o niczym. Dobremu filmowi fabularna racja bytu jest do szczęścia (i bycia dobrym) niepotrzebna.

2. Dobre filmy często zaczynają się bardzo kiepsko. Właściwie to czasem zaczynają się kompletnie chaotycznie i dopiero po 30-40 minutach widz łaskawie dowiaduje się, o co będzie chodziło.

3. Dobre filmy opowiadają banalne prawidła w taki sposób, że sprawiają one wrażenie największej mądrości świata.

Tyle. Bo już About Time iść spać. Od Nowego Roku robię wszystko, żeby oszukać czas i przeciągnąć rozpoczęcie 2014. A jutro super ważny dzień. Aż mi się ciepło robi na samą myśl… Wszystkim nocnym markom, a przede wszystkim samemu sobie: Good night, and – Good Luck!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s