Dzień 5 (chyba, potem policzę daty)

There’s been a bit of a hick-up…

Człowiek odchudzający się jest wystawiony na zdecydowanie zbyt wiele trudnych wyborów i dylematów żywieniowych. Dylematy te mają tendencję do namnażania się proporcjonalnie do intensywności życia towarzyskiego. A moje życie towarzyskie przeżywa prawdziwy renesans, bo w ciągu ostatnich trzech tygodni wyszedłem dwa razy do miasta! I za każdym razem spotykałem znajomych, którzy mnie pytali, co ja robię w mieście. Tym nie mniej zeszły weekend obfitował w różnego rodzaju upadki moralności i zachwiania silnej woli. Ale czasem trzeba się (oraz swój układ pokarmowy) poświęcić dla większego dobra, czyli wymuszonej reanimacji życia towarzyskiego, bo jak mawiają koledzy i koleżanki: „w dzisiejszych czasach siedząc samemu w domu nie poznasz już nawet listonosza”.

Dziś rano waga pokazała 105,6 kg. Co oznacza zdecydowane zmniejszenie tempa chudnięcia, ale nadal zachowanie trendu! Prawdę mówiąc, to jest to i tak łagodny wymiar kary, bo od piątku wieczorem do niedzieli nad ranem w samym alkoholu spożyłem kilka tysięcy kcal. Ale tak jak już mówiłem… czego się nie robi dla przyjaciół. Tym bardziej tych, których się jeszcze nie poznało 🙂 Swoja drogą, fuck… pozmieniało się w sposobach imprezowania w Bydgoszczy. To znaczy, pewnie wszędzie się pozmieniało, tylko ja uparcie przez ostatnie dekady wierzyłem wyłącznie w domówki, a tak naprawdę to nawet nie domówki, tylko towarzyskie kolacje przy wódzie. A ostatnie dwa wyjścia uświadomiły mi, że dzisiaj „życie towarzyskie” definiuje się już totalnie inaczej. Jakoś podskórnie wiążę to ze stosunkowo niedawnym wyhodowaniem w Bydgoszczy pierwszego pokolenia hipsterów. Szkoda, że jesteśmy pod tym względem 10 lat za całym światem, ale pewnie lepiej późno niż wcale. Ale całkiem poważnie – nie spodziewałem się tego wszystkiego, co mnie spotkało w sobotę. Dziesiątki kolorowych ludzi w swetrach, szelkach, beretach, apaszkach i spodniach po swoich kuzynach z lat osiemdziesiątych. Heh, i w tym wszystkim wisienka na torcie, czyli ja. Neandertalczyk w granatowych dżinsach i koszuli od garnituru, człowiek dwukolorowy, jednobarwny i zagubiony w tym świecie ekstrawagancji, jak białas w Bronksie. Ale fakty są takie, że to oni „mają rację” jeśli chodzi o umiejętność bawienia się i cieszenia życiem. Ja zrobiłem za to przez ostatnie półrocze doktorat z umartwiania i zachowań autodestruktywnych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s