Myśli nadrobione 3

Muszę tu zawrzeć kilka ważnych wydarzeń, w razie gdybym na starość miał jakieś wątpliwości, co się kiedy wydarzyło w moim życiu. A to nigdy nie wiadomo, najmniejsza pierdoła może mieć znaczenie.

No więc dziś mija tydzień, jak zaliczyłem pierwszy wypadek na motorze. Wypadek to pewnie duże słowo. Po prostu popełniłem szkolny błąd i jadąc w zakręcie ze skręconym przednim kołem, zahamowałem. Na co motocykl książkowo się złożył i powlókł mnie dobre parę metrów po asfalcie. Nie był to jedyny książkowy błąd tego dnia, bo ze względu na upał ubrałem krótkie zamiast długich spodni. Dość powiedzieć, że dopiero teraz mogę w miarę swobodnie chodzić. Heh, najlepsze jest to, że pierwszą myślą, jaka mi przyszła do głowy, gdy wszystko przestało wirować i zacząłem się wygrzebywać spod motocykla, było: „cholera, jak ja powiem mamie, że jeżdżę na motorze?”. Drugą natomiast było, że lepiej żebym nie miał nic złamanego i żebym nie musiał jechać na pogotowie, bo przecież bezrobotni nie są ubezpieczeni… Co z kolei przywodzi mnie do kolejnego ważnego wydarzenia czy raczej stanu życiowego…

Tjaaa… za dwa dni minie miesiąc, jak jestem bezrobotny. Jak się okazuje, to że firma potrafi robić zajebiste pojazdy szynowe i podbijać nimi świat, nie znaczy jeszcze, że potrafi sprawnie zatrudniać kierowników i spełniać swoje obietnice. Nie ma się na nich specjalnie co obrażać nawet. Przywykłem do zasad korporacji socjalnej, którą można oszukiwać, doić i która zawsze przytuli człowieka do swego łona. Do tego stopnia przywykłem, że wystarczyło mi czyjeś słowo, żeby złożyć wypowiedzenie. Ale póki co wciąż jeszcze jestem dobrej myśli. Każdego dnia rozwiązuje nowy problem związany z zatrudnieniem mnie i każdego dnia uczę się czegoś nowego. Czarno na białym pokazuje mi to luki w moim
dotychczasowym myśleniu i w wielu innych sprawach, choćby w tym jak słabo miałem do tej pory zorganizowane niektóre sprawy.

Jest naprawdę niezwykły moment w moim życiu i mam często wrażenie, że albo to wszystko przetrwam i wyjdę autentycznie o niebo mądrzejszy i lepszy albo… właściwie nie wiem co „albo”. Nie ma innego „albo”. To dziwne, ale im dłużej trwa ta równia pochyła ostatnich miesięcy, tym jakoś paradoksalnie mniej się wszystkiego boję. Najpierw straciłem Wróżkę, potem straciłem kasę z tytułu odprawy, bo postanowiłem wybrać ułudę pewności i stabilizacji. Choć każda cząstka krzyczała mi we łbie: „bierz kasę i spierdalaj”. A potem zaryzykowałem. I póki co przegrałem, bo jestem miesiąc bez pracy. Nie chcę się tu górnolotnie wypowiadać o poczuciu straty, bo pewnie nadal mam lepiej niż 80% ludzi w tym kraju, ale… to wszystko tworzyło mój świat w ostatnim czasie. I świat się rozpadł. Czytałem dawno temu na fakultecie filozoficznym wypowiedź jakiegoś nowożytnego filozofa albo socjologa. Heh, wypowiedzi tych ludzi mają to do siebie, że każde zdanie jest samoistnym, dobrym na każdą okazję cytatem. Oczywiście, pod warunkiem, że się zrozumie, co autor miał na myśli. No więc ten człowiek (absolutnie nie pamiętam kto) stwierdził, że największą iluzją nowożytnego człowieka, jest kreowanie wokół siebie iluzji pewności. Odsuwanie zupełnie naturalnego czynnika ryzyka i losowości. Czynnika, który nota bene pozwolił się człowiekowi ewolucyjnie rozwinąć do poziomu istoty dominującej nad światem. Państwa zawierają pakty o nieagresji, ludzi kupują ubezpieczenia na życie,
korporacje kupują opcje walutowe, bo wolą wydać wiadomą sumę na odsunięcie od siebie niewiadomego ryzyka. A prawda jest taka (w takich sytuacjach zawsze nieodzowne są mądrości ludowe), że do odważnych świat należy. Nie wszystko da się skwantyfikować. A nawet jak się da… to czasem trzeba po prostu skoczyć. Ja miałem okazję do swojego skoku i stchórzyłem. I poniekąd mam trochę wrażenie, jakby mnie los delikatnie karał za tamten brak odwagi. Bo też prawda jest taka, że zupełnie złe motywy sprawiły, że nie przyjąłem odprawy i nie zdecydowałem się wtedy odejść z pracy. Złe, bo nie tylko związane z brakiem perspektywy zatrudnienia gdzie indziej.

Ale tak to właśnie działa. Trzeba czasem przeżyć stratę, żeby zrozumieć, co w życiu jest ważne. A jeżeli nie potrafi się tego zrozumieć, to przynajmniej żeby dostrzec, co ważne nie jest. A dużo spraw nie ma takiego znaczenia, jakie im przypisywałem przez większość życia. Na przykład kasa. Odkąd pamiętam, martwię się o kasę. Jak rodzice budowali dom i wzięli na niego kredyt hipoteczny oprocentowany na 27% rocznie, to każdego wieczoru z przejęciem modliłem się do Boga, żeby rodzice wygrali w totka i żeby spadło oprocentowanie. A teraz… w ciągu ostatnich miesięcy straciłem większość oszczędności. Mam jeszcze odłożone na dwie raty kredytu. I prawdę mówiąc… wisi mi to. Ograniczyłem wydatki o jakieś 90%. Przestałem palić i trwonić kasę na paczkę Marlboro dziennie, przestałem wydawać kasę na psychologa, praktycznie wszędzie jeżdżę kolosalnym, antycznym rowerem z Holandii, którego całe tylne koło jest pokryte prześlicznym mchem, bo trzy lata spędził w podmokłej piwnicy. Przestałem wydawać na fast foody, jem kalafior, ziemniaki i maślankę. I prawdę mówiąc strasznie mi się podoba to „ascetyczne” życie. Wiem, że lada moment znów zacznę zarabiać i wszystko wróci do normy. Ale kasa… kasa już zawsze będzie dla mnie tylko kasą. Środkiem do realizacji czegoś. Póki co nie wiem jeszcze czego, ale to inna bajka. Era „Wielkich Planów Życiowych” skończyła się bezpowrotnie wraz z Wróżką. A to co po niej, musi jeszcze przyjść.

Heh, to wszystko brzmi jakoś… buńczucznie. To też nie jest pełna prawda. Lubiłem swoje Wielkie Plany Życiowe, lubiłem snucie wizji. Wiem, że gdyby sprawy potoczyły się inaczej z Wróżką, nie potrzebowałbym zmiany w innych dziedzinach życia. Chodziłbym do pracy, w której niewiele bym robił, zbierałbym kasę na tłumaczeniach itd. I byłbym szczęśliwy. Ale jest jak jest. I w tym momencie życia potrzebuję sukcesu życiowego.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s