Myśli nadrobione 2

Ciągle mi się ostatnio coś śni. Tak jak całe życie nie śniło mi się niemal nic (co wiadomo nie jest prawdą, bo śni się zawsze, tylko ja miałem na tyle dużo szczęścia, że nie pamiętałem), tak teraz każdego ranka potrzebuję dobrych kilku minut, żeby ustalić sam ze sobą, co jest prawdą, a co jest nielogicznym przedłużeniem niewiarygodnie realnych snów. Dziś rano śniło mi się na przykład przyjęcie niespodzianka w jakimś małym mieszkaniu we Wrocławiu. Był mój były szef, jego żona, była Wróżka… wszyscy się cieszyli z okazji mojego wyjazdu za pracą. Heh, pani Justynka byłaby ze mnie taka dumna, że mi się wreszcie coś śni. Półtora roku nie mogła się doczekać.

W sobotę przyszło mi zebrać „owoce” wizyty, którą złożyłem tydzień wcześniej mojemu teściowi. Heh, wciąż nie potrafię się przestawić na tytułowanie go eks-teściem. Przygotował ucztę z całego stada świnek, poszpanował tak zaawansowanym technologicznie grillem, że całość wyglądała bardziej jak zakład garmażeryjny. Strasznie lubię tego człowieka. Jeśli mam być szczery, to nie znam w jego przedziale wiekowym ani jednej osoby, która potrafiłaby tak wydajnie czerpać z życiowych uciech jak on i jego żona. Do tego trzeba chyba kilku magicznych składników. Po pierwsze twardego charakteru, żeby odcinać się od osób ciągnących w dół jak kotwica w życiu. Potrzeba łudu szczęścia, żeby znaleźć partnera, który ma podobne nastawienie. Potrzeba natrafić w życiu na przyjaciół, którzy będą warci obdarzenia tą resztą uczuć, która zostaje po zaspokojeniu samego siebie. Ale od takich ludzi jak moi teściowie (eks-teściowie) można się tylko uczuć. Uczyć i zazdrościć, bo to się za rzadko przytrafia po prostu. No więc jak na grilla przystało, wypiliśmy z teściem 1,25 litra, a ostatnie, co ustaliliśmy, to że mam się zacząć uczyć języka chińskiego. Tylko nie pamiętam do końca dlaczego. Na sam koniec do biesiady dołączyła jego żona, ale przypominam sobie wyłącznie jej wylewne wzruszenia, nie mogę natomiast przypomnieć sobie ich powodu. W każdym razie, w sobotę zadzwoniła do mnie eks-teściowa i przez dobre 20 minut z autentycznym wzruszeniem opowiadała mi, jak bardzo mnie kochają i jak bardzo chcieliby, żebym ja był szczęśliwy. To oczywiście wynika z ich tradycyjnego podejścia, że jak chłop nie ma baby, to nie może być szczęśliwy (co swoją drogą jest dobrym wątkiem na rozważania przy innej okazji). A że moi eks-teściowie zawsze przechodzą od chęci do czynów, postanowili mnie wyswatać. Tak. Rodzice mojej byłej żony postanowili mnie wyswatać z jakąś inną kobietą. O nowej wybrance mojego serca wiem, że jest bogata, ma wielkie serce, mieszka w Australii i że bardzo entuzjastycznie reaguje na takie pierdolnięte pomysły, jak przylot pół świata do Polski, żeby poznać jakiegoś faceta. W kwestii jej urody dowiedziałem się, że „nie jest gwiazdą, ale Ty już chyba gwiazd nie potrzebujesz, co?” 😀 To jest swoją drogą kapitalne 😀 Ludzie powyżej 50-tki mogą być różni, ale niezmiennie mają przeświadczenie, że uroda kobiety jest odwrotnie proporcjonalna do jej „dobrego serca” czy raczej „dobroci dla faceta”. Czyli jak rzecze mądre przysłowie: ładna miska jeść nie da. Plan jest taki, że jak już się zakocha we mnie, to ja się wyprowadzam do niej do Australii, ona mi tam przecież fajną pracę załatwi i gotowe. Życie jest śmieszne 😀

Zasupłałem ostatni luźny koniec. W środę zaliczyłem koncert Dead Can Dance. Z jednej strony, było dokładnie jak mówiła Wróżka. Najpiękniejszy koncert na świecie. Z drugiej trochę wszystko zbyt wypacynkowane, zbyt teatralne i zbyt grzeczne. Na trzy razy, jak próbowałem kamerować swoim smartfonem, trzy razy ochroniarza był na tyle blisko i miał na tyle dużo swobody, że zdążył podejść i mi pogrozić konfiskatą aparatu. Jedyny raz, kiedy zobaczyłem ochroniarza na koncercie Metalliki, to moment gdy wciągał przez barierkę ciało omdlałej dziewczyny, która stała obok mnie pod sceną. Heh, założyłem się z kuzynem, że nikt na koncercie nie będzie nosił glanów. Kuzyn znalazł trzy pary, choć jednej nie zaliczyłem, bo były chyba zamszowe. Po drodze do kibla minąłem Nergala. Był poupinany w elegancką skórzaną garderobę, a z metra jego zarost sprawiał wrażenie, jakby był wydepilowany laserem. Ogólnie było to ciekawe przeżycie. Ale tak jak na Metallikę czy Faith No More wybiorę się na pewno kolejny raz, tak DCD sobie odpuszczę. Choć przyznam… jak Lisa zaśpiewała „Host of Serafin”… trząsłem się z wrażenia i miałem łzy w oczach. A moje ciało tak reaguje tylko podczas hymnu i wręczania medali poslkim sportowcom na igrzyskach olimpijskich!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s