Dzień dziecka

Dziś, z okazji dnia dziecka, zabrałem syna do Biskupina.

Sam dobrze pamiętam moje pierwsze wycieczki do Biskupina, pamiętam jak od pierwszych chwil takich wypraw zawsze marzyłem tylko o powrocie do domu i rozłożeniu się przy kupie klocków LEGO. Jest w tym jakaś odwieczna prawidłowość i stary jak świat antagonizm. Rodzice zabierają dzieci w takie miejsca, bo chcą dobrze, bo na logikę tam jest wszystko, czego potrzeba, żeby młody dwunożny się nie nudził, dla chłopców są zamki i rycerze, dla dziewczynek warsztaty tkackie, żarna do mielenia i sale balowe. Dzieci natomiast po prostu tego nie lubią i tyle. A Biskupin się zmienił odkąd ja tam jeździłem… z siermiężnej Cepelii przeobraził się w dobrze przemyślane, pełne atrakcji centrum rozrywki. Wszystkiego jest dużo, każdy zakamarek ciekawi, uczy… tyle, że dorosłych, a nie dzieci. Na całe szczęście nie musiałem się skupiać wyłącznie na niezadowoleniu mojego dziecka, bo do wyprawy dołączyła się moja eks żona (allways a good idea…). Muszę przyznać, że wykorzystaliśmy te kilka godzin na nadrobienia uszczypliwości i podłości w 100%. To niesamowite… jest w relacji z drugim człowiekiem taki moment, że jedyne co się liczy w rozmowie, to wyłapanie w gadaninie drugiej osoby błędów, nieścisłości, dowodów zaprzeczania własnym słowom itd. Słowem pokazanie drugiej osobie, że się myli albo zwyczajnie że jest głupia. Nie chodzi o emocje, uczucia, nie chodzi i przekonywanie się do jakichkolwiek racji (przecież wiadomo, że się nie da). Chodzi wyłącznie o chłodną, zdystansowaną złośliwość.

Heh, ja sobie autentycznie nie potrafię sam przypomnieć, co mnie ciągnęło do mojej byłej żony te 7 czy 8 lat temu. Nie wiem. Chyba moja zakodowana w DNA potrzeba zbawiania świata. Oj miałem to… przede wszystkim w związkach. Szczęście może się dopełnić dopiero, gdy człowiek ma takie nieosiągalne zadanie – uleczyć taką zranioną duszę. Tjaaa… Choć pewnie gdyby nie to małżeństwo, do dziś święcie bym wierzył, że jak nie ma w związku nierozwiązywalnych problemów, to to gówno nie związek.

Oprócz gofra z truskawkami, wizyta w Biskupinie zaowocowała jeszcze jednym pozytywnym akcentem – otóż mój synek popadł w pewną zadumę przy gablocie ze szkielet pochowanej 2500 lat temu pani. Dobre kilka minut dukał i czytał, że to „ciało 35-letniej kobiety”. Po czym z absolutnie poważną miną stwierdził, że „ta pani miała spory niefart” 😀

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s