Z życia wzięte

Wróciłem do robienia kursu na motocykl.

Póki co, zacząłem od lekcji teoretycznych. Muszę przyznać, że bardzo mobilizująco działa na mnie fakt, iż zdawalność teoretycznego egzaminu państwowego w Bydgoskim WORDzie kształtuje się na poziomie kilkunastu procent. Poza tym ja mam stuprocentową świadomość, że absolutnie nie znam przepisów drogowych obecnie. Wiem jak się poruszać na rondzie, wiem z grubsza gdzie nie parkować, ale już jakie światła wolno mieć zapalone podczas postoju kolumny samochodów przed przejazdem kolejowym??? No więc te wszystkie refleksje doprowadziły mnie w ostatnim czasie na pierwsze zajęcia teoretyczne. Mój organizm reaguje w bardzo swoisty sposób na przekazy treści teoretycznych – mniej więcej jak organizm cukrzyka na progu zapaści insulinowej. Każde wymawiane przez prowadzącego słowo bardziej mnie znieczula aż do stanu całkowitego zahipnotyzowania. Pierwsze zajęcia były z ratownictwa przedmedycznego i resuscytacji (nie reanimacji! nie mam bladego pojęcia jaka jest różnica, ale absolutnie nie reanimacja!). Najpierw był 10-minutowy klip wideo z epikimi efektami specjalnymi, jak to pijany kierowa rozjeżdża gromadkę dzieci i rujnuje życie dziesiątkom ludzi, jak to jeden debil z niezapiętymi pasami zabija podczas wypadku swymi bezwładnymi kończynami wszystkich w aucie itd. Wszystko z czułym podkładem „Nothing Else Matters” w tle. Choć mam duży problem z uznawaniem jakichkolwiek autorytetów i pouczanek, to muszę przyznać, że od obejrzenia tego filmu ZAWSZE zapinam pasy. Potem była przenudna prezentacja z milionem punktów i podkreśleń, o tym kogo jak reanimować i ile razy, w co komu dmuchać, wciskać, dociskać, masować itd. Gdy koło dwudziestego slajdu wszyscy leżeli na ławkach bez oznak tętna i chęci do życia, pan ratownik postanowił odzyskać naszą uwagę, pokazując slajd ze zdjęciem głowy (żywego) faceta, któremu ktoś z bliska strzelił shot gunem w twarz, odstrzeliwując całą szczękę, nos, właściwie wszystko oprócz prawego oka. Wszyscy się poderwaliśmy jak poparzeni. A po co właściwie pokazywać takie zdjęcie podczas omawiania kwestii resuscytacji? A bo przecież są przypadki, że nie zrobisz usta-usta… zwłaszcza jak ust nie ma… Ratowniczy humor: tylko dla prawdziwych facetów!

Ta opowieść ma dla mnie wbrew pozorom bardzo duże znaczenie. Już ładnych kilka lat temu przytrafiła mi się sytuacja, w której musiałem wykorzystać całą swoją wiedzę do podjęcia próby uratowania człowieka. Jakiś starszy, pijany w sztok pan przewrócił się koło mnie na chodnik wieczorową porą. Po prostu padł twarzą na chodnik jak kłoda, przygniatając ciałem pustą butelkę czegoś taniego. Pamiętam, że było czyste niebo i siarczysty, kilkunastostopniowy mróz. Ułożyłem go najpierw w pozycji bezpiecznej i wezwałem pogotowie. Pamiętałem oczywiście o poradzie znajomego ratownika, który mi kilka razy powtarzał, że niezależnie od wszystkiego trzeba zawsze mówić dyspozytorce, że brak oddechu i pulsu, wtedy zawsze przyjeżdżają najszybciej. Pamiętam, że byłem przez cały czas raczej opanowany, w przeciwieństwie do jakiegoś faceta stojącego obok mnie, który nie potrafił nawet zadzwonić na pogotowie i powtarzał w kółko „już po nim”. Pamiętam, że zadzwoniłem drugi raz do dyspozytorki i zapytałem co robić, skoro facet nie oddycha. Kazała rozpocząć masaż serca. To zacząłem, tak jak uczyli, 100 ucisków na minutę, w 1/3 długości splotu słonecznego. Miałem cholerny dylemat, czy dmuchnąć facetowi w te cuchnące przetrawionym alkohole usta i nie przełamałem się. Długo mnie to gryzło na zasadzie „może gdyby…”. Dopiero kilka dni temu na zajęciach z panem ratownikiem dowiedziałem się, że od dawna nie propaguje się wykonywania oddechów metodą usta-usta przez nieprzeszkolonych osób nie będących ratownikami. Tylko masaż serca. I szczerze mówiąc cholernie mi ulżyło. Tym bardziej, że człowiek którego reanimowałem dobre 6-7 minut nie przeżył.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s