Mojej Kici

10 kwietnia będzie mi się jednak już zawsze kojarzył ze śmiercią. Na szczęście nie tą smoleńską, bo mimo całego szacunku dla majestatu państwa, prawa i sprawiedliwości oraz samego Grim Rippera, nie potrafię się cały czas jakoś zatopić emocjonalnie w wydarzenia sprzed trzech lat, a jak słyszę, że nowy most na Brdzie ma być mostem Lecha Kaczyńskiego, to moje mieszane uczucia zamieniają się w jednoznacznie negatywne uczucia. Nieważne. Ważne natomiast, że dziś w godzinach wieczornych zginęła moja kochana Kicia…

Śmierć Kici zamyka ostatecznie tradycję trzech pokoleń czarno-białych kotek o imieniu Kicia, które przez jakieś 25 lat towarzyszyły naszej rodzinie. Pamiętam mamę Kici, jak się Państwo domyślają – Kicię, którą gdy miałem bodaj 7 lat potrącił mały Fiat pod oknami naszego mieszkania w bloku. Pamiętam jak osrany ze strachu zawinąłem ją w ręcznik z jezdni, włożyłem do wiklinowego koszyka na ziemniaki, ubrałem 5-letniego brata tak jak potrafiłem, po czym poszliśmy na wyprawę przez dwa osiedla do jedynego weterynarza, o którym wiedziałem. To były inne czasy w ogóle, rodzice inaczej traktowali dzieci, niż dziś. Ja na przykład mając 7 lat miałem już komplet swoich kluczy do mieszkania, miałem wykute w pamięci kilka podstawowych zasad „na wypadek, gdyby mamusi i tatusiowi się coś stało” itd. Pamiętam, że weterynarz był tak wzruszony, że dwoje smarkaczy bez opieki rodziców przyniosło rannego kotka, że nawet nie zażądał pieniędzy. Heh, jak sobie o tym przypominam, to mam wrażenie, że jako siedmiolatek byłem bardziej odpowiedzialny, niż teraz.

No więc odratowana z wypadku Kicia urodziła w kilku miotach Bóg wie ile kociąt, w tym za ostatnim razem jedną czarno-białą kotkę, która z nami została, gdy jej mama nie wróciła pewnego razu z jednej ze swych marcowych orgii na blokowisku. To było 17 lat temu. Jej narodziny pamiętam dość dokładnie, ponieważ przyszła na świat między moimi nogami. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, tak właśnie było – stara Kicia (patrząc chronologicznie: Kicia nr 2) była zwierzęciem wyjątkowo puszczalskim, które jeśli mnie pamięć nie myli, potrafiło w jednym roku urodzić nawet trzy mioty. Ale co ważniejsze, Kicia nr 2 ze swoich kocich, niewyjaśnionych pobudek najbardziej w rodzinie lubiła mnie. W praktyce sprowadzało się to do tego, że każdej nocy przychodziła do mnie na łóżko, kładła na moim podbrzuszu i tak zasypiała. Dla mnie oznaczało to głównie niewygodną pozycję do spania, ale przez szacunek dla tego niezależnego zwierzęcia i pewnie przez zazdrość innych domowników nie wyganiałem jej. Tak też pewnego pięknego poranka jakieś 17 lat temu obudziłem się z jedną kotką i czterema ślepymi kuleczkami między nogami.

No nic. Minęło 17 lat, mamy 10 kwietnia 2013 roku. A Kicia kilka godzin temu zginęła pod kołami samochodu mojego brata, który z absurdalnie małą prędkością wjeżdżał na podjazd. Śmierć godna księgi rekordów Darwina. Powiadają, że kiedy kot czuje, że zbliża się jego czas, często sam sobie wybiera sposób zejścia. To by się w sumie zgadzało, bo Kicia od jakiegoś czasu nie chciała jeść i zachowywała się wyjątkowo apatycznie. Tym nie mniej, brat zostaje z poczuciem winy, którego nie łagodzą nawet teksty mamy o kocich samobójstwach. Swoją drogą, ona ma zawsze jakąś teorię na takie okazje, coś co „w sposób udokumentowany i naukowo sprawdzony” daje człowiekowi solidne podstawy, żeby się obiektywnie nie smucić z danego powodu. Cała mama… 🙂

Cała ta historia rozgrzebała we mnie dziesiątki pięknych wspomnień. O dziwo potrafię szczegółowo sobie przypomnieć momenty sprzed ponad 10 lat, gdy leżałem na hamaku latem, a Kicia kładła się na moim brzuchu. Dobrze mieć takiego zwierzaka w swoim życiu. Nawet jak koniec końców trzeba go potem pochować między brzózkami w ogródku…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s