Rambo vs Grodzka

Co za wieczór…

Przyjechałem dziś do rodziców świętować sprzedaż działki. Ciężko tu mówić stricte o świętowaniu, bo cena sprzedaży była ostatecznie o 35% niższa niż cena wywoławcza, ale czasy są ciężkie, trzeba się godzić na różne niewygodne kompromisy. No więc poszedłem sobie najpierw na basen, podniosłem sobie ciśnienie wymijaniem dryfujących emerytów i przyjechałem na kolację. Miałem taki skryty plan, że uda się część związaną ze „świętowaniem” zamknąć w miarę szybko i zwięźle, tak żebym resztę wieczoru mógł beztrosko poświęcić na podpijanie ojcu porządnej whisky i oglądaniu jak John Rambo wymierza sprawiedliwość działem kaliber 50 mm.

Ale nie… za prosto by było…

Ja jestem kłótliwy człowiek, przyznaję. Jestem kłótliwy na potrzeby animowania dyskusji biesiadnych, co często sprowadza się do „niewinnego” formułowania zaczepnych poglądów pod prąd większości biesiadników. I dobrze mi z tym! Nie ma to jak intelektualny ferment przy stole, nie ma to jak bycie czarną owcą w rodzinie, nie ma to jak mama próbująca jakoś stonować ciężkie, acz błyskotliwe wypowiedzi pierworodnego synka (tak, jestem ostrą brzytwą samego Szatana!). Dziś zaczęło się niewinnie od spostrzeżenia mojego brata, że to w sumie zabawne, że w amerykańskich filmach męskie role Żydów grają prawie zawsze prawdziwi Żydzi (co jest nota bene absolutną prawdą: Ben Stiller, Seth Roher, Adam Sandler, Adrien Brody, ten gościu co grał doktora Fleichamana w Przystanku Alaska itd.). Nie ma w tym stwierdzeniu nic specjalnie obrazobórczego, ale i tak przyszło mi przez myśl, że coś takiego można by w niektórych kręgach odczytać jako przejaw antysemityzmu. A że trochę już zdążyłem wypić, to niestety wyartykułowałem swoją myśl. Oliwy do ognia dodała uwaga mojej bratowej, że w sumie Żydów łatwo poznać po rysach twarzy. Znowu – niby nie żaden gruby kaliber (gadam o pierdołach a na Polsacie mi Rambo ucieka…), ale znowu mi się jakaś czerwona lampka zapaliła. Trzeba by tu narysować gwoli małego wtrącenia pewne tło historyczne. Otóż jestem w mojej rodzinie całkiem dorodnym outcastem. Oczywiście nie dorównuję wujkowi Tomkowi, który kilka lat temu zostawił żonę i dzieci i zamieszkał w Toruniu ze swoim nowym chłopakiem, ale jak na absolwenta katolickiego liceum, wychowanego w duchu walczącego podziemia, katechez z siostrami zakonnymi zanim religia została wpisana do szkół i chodzenia na roraty na 6 rano w grudniu, jestem wyznaniowym buntownikiem. I nie chcę się absolutnie przechwalać, bycie pod prąd w sprawach religii było ostatni raz modne z dwadzieścia lat temu. Po prostu mam problem z wiarą w „to wszystko”, co swoją drogą aż się prosi o serię innych wpisów. Dość powiedzieć, że mój nie do końca uregulowany stosunek wobec kościoła katolickiego i fanatyzmu pokroju pani Pawłowicz jest przez brata, a w szczególności bratową, jednoznacznie postrzegany jako dowód sztańskiej ingerencji, powód do smutku i zadumy, modlenia się za moje obłąkanie itp. itd. I to jak jestem postrzegany w rodzinie w pewien zabawny sposób tworzy wybuchową atmosferę, której zazwyczaj potrzeba tylko jednej, małej iskierki…

Dzisiejszą iskierką była uwaga kogoś przy stole, że jakaś gruba pani w TV wygląda jak Grodzka. I poszło… Jakby obie strony tylko czekały na skoczenie sobie do gardeł. Muszę to zadeklarować z całą mocą: podziwiam panią Grodzką, uważam że trzeba mieć olbrzymie jaja (nawet jeśli się je sobie wcześniej na własne życzenie usunęło), żeby w takim kraju jak Polska wystawiać się zmianą płci na strzał 40 milionom Polaków. Jestem oczarowany tym jak ta kobieta formułuje myśli, wypowiada się, jak dumnie znosi rzucane jej wprost w twarz obelgi i tym jak po cichu walczy o los innych osób. I podziwiam ją do tego stopnia, że gdyby kiedyś kandydowała na prezydenta RP, to mimo jej „braków natury estetycznej” zagłosowałbym na nią bez wahania. Przede wszystkim za odwagę. I jaja! No więc kiedy moja bratowa zwietrzyła krew, że ja taki Unus Defensor Grodzkae przy stole jestem, rozpętał się cyrk. Podczas gdy zainteresowani tematem obrzucali się niesprawdzalnymi i nieweryfikowalnymi faktami z różnych dziedzin, mój tata się wkurwił, że wieczór poświęcony na „świętowanie” sprzedaży działki miła na jakiejś kłótni o trudne do nazwania ideały, wyłączył mi końcówkę Rambo (a ja dziś chciałem się po prostu napić na dobry sen i obejrzeć Rambo…), mama próbowała cokolwiek łagodzić, ale szybko się poddała, dziadek dorzucił jakiś komentarz, że w „Ruchu Palikota” są same papudroki i po chwili przy stole zostałem sam z bratową i bratem. I wszystkie możliwe argumenty poszły w ruch, od Ziemkiewicza po Gazetę Wyborczą, od debaty o związkach partnerskich po debatę Hołowni z Cejrowskim. Od aborcji przez wysysanie rodzącym się dzieciom mózgu, po prawo do nauczania w amerykańskich szkołach, że pan Bóg stworzył niebo i ziemię w 7 dni, zamiast teorii ewolucjonizmu.

Jest po pierwszej nad ranem. Wiem, że choć bratowa musi jutro wcześnie wstać, teraz się pewnie modli za moją przeklętą, zagubioną duszę. I dobrze, jak to mawiał Kant: na pewno nie zaszkodzi. Problem w tym, że ja na prawdę chciałem dziś tylko obejrzeć Rambo…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s