Rubikon

Mój największy problem w życiu polega na tym, że miewam często złudzenie, że mogę kształtować rzeczywistość wokół siebie, zwłaszcza zachowania i sposób myślenia innych ludzi. To iluzja oczywiście. W każdym społeczeństwie trafiają się jednostki, które to robią, celowo lub bezwiednie, ale to jednostki. Zastanawiam się teraz, skąd mi się wzięło to przekonanie. Chyba po prostu myliłem umiejętność wsadzania kija w mrowisko z poczuciem, że mogę świat wokół siebie ulepić tak, jak mi się podoba. Nie mogę. Nie potrafię, a przede wszystkim to nie działa.

Przez ostatnie dni czy nawet tygodnie próbowałem się pogodzić z kilkoma rzeczami. Godzenie się z czymkolwiek, zwłaszcza z porażką, nie leży niestety w mojej naturze, co oczywiście przekłada się na niemal odwieczny dysonans między tym, jak moje życie wygląda, a tym, jak chciałbym aby wyglądało. Nie pogodziłem się. Ale się uspokoiłem, a to dużo. Pani Justynka powiedziała mi kiedyś coś całkiem mądrego, jedną z tych mądrości, co to za pierwszym razem brzmi jak banał z „Poradnika psychologii dla gospodyń domowych”, a z czasem nabiera dla człowieka sensu. Powiedziała, że nie ma co się zadręczać i biczować, zakazywać sobie różnych zachowań tylko dlatego, że „obiektywnie” wiadomo, że są destruktywne. Więc… nie biczuję się. Nie ma bata, nie posprzątam w najbliższym czasie całego „Świecia”, które mam w głowie.

Ale mogę posprzątać swoje życie.

Nie mam absolutnie zamiaru rzucać jakichś górnolotnych deklaracji, bo im bardziej zero-jedynkowo ludzie się w takich przypadkach wypowiadają, tym większą mają potem skłonność do postępowania wbrew tym deklaracjom. To się chyba fachowo nazywa pieniactwo? Może nie… Muszę wyprostować swoją codzienność, ustawić ją z powrotem na taki tor, który będzie ludziom w moim otoczeniu, ale przede wszystkim mi samemu dawał poczucie normalności i uporządkowania. Tak naprawdę mam na myśli wyłącznie podstawowe, proste czynności. Wstawanie równo z budzikiem zamiast przestawiania go w nieskończoność, powrót do porannych ćwiczeń, ograniczenie bezproduktywnego zarywania nocek na picie z kumplami w środku tygodnia. Pamiętam z liceum taką fajną frazę, nie wiem czemu mi się akurat teraz przypomniała… przekroczyć Rubikon. Tak się właśnie czuję ze swoim życiem, jakbym przekroczył granicę zza której nie ma powrotu. Nie chodzi mi o ten najczarniejszy wymiar znaczeniowy, raczej o to, że moje dotychczasowe pomysły na życie w najważniejszych jego dziedzinach się wyczerpały. Zrządzeniem losu tylko zbiegło się to wszystko w jednym czasie. Więc przekroczyłem swój Rubikon w życiu i choć nie wiem jeszcze gdzie iść, to mogę przynajmniej zadbać o to, żeby iść jak człowiek, a nie tkwić w miejscu. Jest też pozytywna strona tego wszystkiego. Pora zacząć wykorzystywać swój potencjał, zresztą życie nie pozostawia mi wyboru. Jedyne, co naprawdę muszę zrobić, to znaleźć dobrą, perspektywiczną pracę, w której będę po pierwsze musiał pracować przez bite 8 godzin dziennie, a po drugie będę w niej miał widoki na przyszłość. Powoli klaryfikuje mi się w głowie, co muszę zrobić. Będzie cholernie trudno, ale tym razem nie odpuszczę już żadnej okazji. I to jedyne, co muszę. Znaleźć pracę, wrócić na tor rozwoju zawodowego. A cała reszta… musi się póki co toczyć swoim naturalnym rytmem, zgodnie z wolą losu, Boga, wielorękiego Wisznu, czy duszków Kodama z japońskich bajek.

Nie chciałem pisać smętnego wpisu, ale tak wyszło. Myślę, że wynika to przede wszystkim z tego, że piszę o jakichś ogólnych mądrościach życiowych, a takie mądrości mają to do siebie, że między wierszami zawsze przebija przez nie mniejsza lub większa dawka smutku, czy raczej jakiegoś zawodu życiowego.

Naprawdę nie wiem, czy będę dalej pisał tego bloga. Ostatnie tygodnie uzmysłowiły mi, że pisałem go ze złych powodów, głównie z mniej lub bardziej świadomej potrzeby wpływania na kogoś. Nie będę po raz kolejny za to przepraszał, nie chcę już nigdy nikogo za nic przepraszać w życiu, to jeden z największych błędów jakie popełniałem dotąd w życiu. Mam 31 lat… pora się ogarnąć…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s