Boli, sinieje… tak jak lubię :D

Odpoczynek na nartach nie ma żadnego związku z odpoczywaniem. Najpierw trzeba przebrnąć przez odmóżdżającą jazdę po porządnych autostradach, na których żadna prędkość nie wywołuje w człowieku skoku adrenaliny, bo ile by się nie jechało i tak lewym pasem zawsze będą cię mijali jadący dużo szybciej. Nie to co jazda po polskich szosach, na których w każdej chwili może się kierowcy przytrafić absolutnie wszystko, od 200 kg jelenia, po pijanego kierowcę ciężarówki z Łotwy, który prowadzi bez przerwy trzecią dobę. Jakby się nie jechało – 1300 km robi swoje. Potem samo zjeżdżanie. Ja nie wiem, może przychodzi taki etap w „karierze” każdego narciarza/snowboardzisty, kiedy to wszystko robi się płynne, człowiek zlewa się z naturą i takie tam bzdety, ale póki co, dla mnie zjeżdżanie na desce w kategoriach aktywności fizycznej, to po prostu mordercza aktywność. Nie mówiąc nawet o bólu, bo przecież każda wywrotka, to nie tylko przywalenie z impetem w ścianę lodu, ale i wykręcanie kończyn na wszystkie możliwe strony, bo przecież deska się nie wypina, tylko wlecze za człowiekiem dopóki wreszcie się na czymś nie zatrzymasz. Ale to oczywiście jedna, maleńka strona medalu. Snowboard jest po prostu wart każdego wysiłku i wyrzeczenia, jakie można sobie wymyślić. Może oprócz zjeżdżania w polskich „kurortach” 🙂

Ale nie o tym! Ja się zawsze rozgadam na tematy poboczne, zamiast przejść do rzeczy. W Austrii wszystko jest fajne, piękne i miłe, ale dwie rzeczy oczywiście są fajniejsze, piękniejsze i milsze niż pozostałe: zjeżdżanie na desce i chodzenie do sauny! Tak, sauna jest nieodzownym, naturalnym elementem wysiłku, zwłaszcza wysiłku w absurdalnie niskich temperaturach. Sauna towarzyszy zresztą człowiekowi od zarania dziejów i jest jakby naturalnie wpisana w ludzki byt. W każdym regionie inny rodzaj, inna konstrukcja, inne przeznaczenie, ale zawsze – sauna. Problem z sauną w Austrii jest taki, że zgodnie z zamysłem matki natury, wszyscy saunują się na golasa. Żeby nie było, nie jestem pruderyjny, nie mam problemów z nagością i chyba nawet jak na Polaka, aż nadto nie mam z nią problemów. Ale w saunie coś mi kurde nie gra. I nie chodzi o obwisłych stulatków z dumą wypinających swoje brzuchy, piersi i genitalia. Ja po prostu nie rozumiem, jak to możliwe, że para młodych ludzi idzie razem do sauny i siedzi ze sobą nago, jakby nigdy nic! Ja sobie nie wyobrażam zwyczajnie być z kobietą, a jednocześnie mieć taki spokój, czy raczej dystans, żeby spokojnie wysiedzieć obok niej nago! Serio, nie wyobrażam sobie. To jest dla mnie nie do pojęcia… może ja po prostu za bardzo zerojedynkowo do tego podchodzę. Nie wyobrażam sobie bycia z kobietą, do której nie czułbym właśnie takiego bezgranicznego pociągu, żebym mógł swobodnie siedzieć przy niej nago w saunie. To mi się kojarzy ze skrajną obojętnością już. Jakimś ostatnim etapem ewolucji społeczeństwa na Prozacu…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s