Is good

Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że stracę moją dotychczasową pracę. Paradoksalnie nie z należnych powodów, związanych z moim realnym wkładem w funkcjonowanie wielkiej korporacji, a raczej jego brakiem. Tylko w związku z planową redukcją etatów. Nie jest to żaden koniec świata dla mnie, bo z jednej strony mam jakieś opcje, są różne furtki które trzeba odpowiednio odświeżyć i pewnie jakoś to się ułoży. Zresztą… tak naprawdę to przez ostatnie lata moja „praca zawodowa” była raczej sposobem na uregulowanie kwestii związanych z ZUSem, a większy dochód dawały mi różne zajęcia poboczne. Tym nie mniej na pytanie „gdzie pracujesz” zawsze odpowiadałem, że w korporacji. Z punktu widzenia mojego rozwoju zawodowego ta praca jest ślepym zaułkiem albo wręcz równią pochyłą. Nie uczę się niczego od lat, a brak stałych, jasno zdefiniowanych obowiązków w pewien sposób mnie… zdemoralizował. To chyba dobre określenie. Bo jak inaczej nazwać to, że siedząc w danej pracy, wykonujesz jakąś inną? Nie mówiąc już o innych sposobach zabijania etatowego czasu. Tym nie mniej z czysto egoistycznej perspektywy patrząc, mam/miałem całkiem fajne rozwiązanie krótko- i średnioterminowe na życie.

Rodzice nauczyli mnie wielu dobrych rzeczy, ale chyba niektóre z nich opacznie zrozumiałem. Nauczyli mnie na przykład kultu pracy, prawdziwej, tytanicznej pracy i wytrwałości. Ja nie pochodzę w ten sposób do mojego aktualnego zajęcia, choć przecież potrafię wykonywać różne czynności kilka razy lepiej i szybciej od innych. Zauważyłem ostatnio, że moja wersja kultu pracy polega na przywiązaniu faktu posiadania dobrej (albo chociaż dobrze brzmiącej) pracy do wizerunku mężczyzny. Nie ma pracy – gówno, nie facet. Zdałem sobie z tego sprawę, gdy po odebraniu niepokojących wieści od szefa, pierwszą myślą, jaka mi przyszła do głowy, było właśnie poczucie, że mogę stracić na wartości, na swojej „atrakcyjności”. Nie że nie będę miał kasy dla siebie, nie że będę bezrobotny, tylko że stracę w oczach innych. Dobrze, że jestem już na etapie łapania samego siebie na takich myślach, a nawet na etapie reflektowania. Wiem, że to głupie myślenie i tyle. Zresztą… ja wiem, że cokolwiek by się nie działo, znajdę sobie pracę. Po prostu przez lata siedzenia w ciepłym kurwidołku zwyczajnie zardzewiałem…

Tak naprawdę to to jest wątek poboczny dzisiejszego dnia. Rozpisałem się na jego temat tylko dlatego, że jest potencjalnie smętny, więc wiadomo – łatwiej się rozpisać 😀 Ale dzisiejszy dzień to przede wszystkim dzień zakupu kolumn do zestawu audio. Nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły, bo o rzeczach o których nie mam bladego pojęcia zwykłem gadać tylko w pracy. Powiem tylko że są zgrabne i śliczne, a jak na mój grubiański słuch brzmią genialnie!

Mam dobrą passę w życiu. Cieszę się. Pierwszy raz od bardzo dawna nie mam poczucia, że coś się musi spierdolić. Nawet w obliczu bardzo realnej utraty pracy. Jest dobrze 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s