Wpis o zakusach kulinarnych

Wczoraj przyrządziłem najdoskonalszą kanapkę świata.

To niby banał, kanapka, ale jednak. Bo od pewnego czasu moje posiłki muszą spełniać określone wymogi, przede wszystkim w zakresie kaloryczności i zdrowotności. Co niestety konfliktuje ze starą prawdą, że najlepszy smak mają rzeczy odpowiednio tłuste i niezdrowe. Kanapka siłą rzeczy jest daniem z definicji zawierającym zdrowotny defekt: składa się przede wszystkim z pieczywa i ma pełno prostych węglowodanów, które raczej nie sprzyjają chudnięciu. Heh, bez obaw, to nigdy nie będzie blog kulinarny, po prostu kanapka wyszła mi genialniejsza niż w Subwayu, więc muszę się pochwalić 🙂 No więc kupujemy pieczywo pełnoziarniste, według uznania. Ja tam polecam kupienie tej buły drwala z Lidla, albo czegoś w tym stylu. Pieczywo rozkrawamy na pół, ale nie przerywając przy tymtylnej krawędzi, żeby je można było otworzyć a potem zamknąć, jak na zawiasie. Można wybrać odrobinę ciasta ze środka, żeby całość nie była taka bułowata. Rdzeniem kanapki musi być mięso. Osobiście polecam skrawki wołowiny „ala kebab”, które można kupić w niektórych sklepach. Można też mniejszym wysiłkiem pokroić na drobne filet z kurczaka. Mięso podsmażamy na małym ogniu z małą ilością oliwy i dużą ilością przypraw. Co kto lubi, ja mam paczkę przypraw z Grecji i nie mam specjalnie pojęcia co dodaję do mięsa, ale smakuje genialnie. Smażąc mięso na małym ogniu, można dodać odrobinę wody. To taka sztuczka drobna, której się nauczyłem na diecie Dukana. Ciepłe mięso wykładamy na jedną połówkę kanapki i kładziemy na nie plastry sera. Teraz ważna sprawa. Tak jak nie lubię za bardzo Chedara, tak uważam że do wołowiny na kanapce nadaje się genialnie. To dość typowo amerykańskie zestawienie smaków, ale też nie ma sięco oszukiwać. Ten naród potrafi robić smaczne rzeczy. No więc otwartą kanapkę z mięchem i serem wkładamy (cały czas otwartą) do rozgrzanego piekarnika (tak ze 200 stopni co najmniej) i zapiekamy. Jak się ser rozpuści, wrzucamy od środka trochę poszatkowanej sałaty lodowej, plastry pomidora, plasty świeżego ogórka i co ważne, kolejne zapożyczenie z USA choć z polskim akcentem, plastry ogórka kiszonego. Do tego poszatkowaną czerwoną cebulkę. Aha! Jeszcze poszatkowaną paprykę. I teraz ostatni, kluczowy akcent, czyli sos. Sos musi być gęsty, żeby kanapka nie zamieniła się w rozmiękłą pulpę. Ciężko zrobić smaczny, gęsty sos light. Ja mieszam w miseczce majonez i jogurt grecki light (3% tłuszczu). No więc dodajemy sos i zapiekamy jeszcze chwilę w piekarniku, żeby całość nabrała temperatury porządnego obiadu, a pieczywo stało się cudownie chrupkie.

Oczywiście gorąco zachęcam do komentowania mojego „przepisu”.

Przeczytałem ostatnio o doświadczeniu przeprowadzonym na kilku tysiącach ludzi, które w prosty sposób dowiodło, że nawet pojedynczy niezdrowy posiłek (dużo tłuszczów nasyconych, mało jedno- i wielonienasyconych; dużo węglowodanów itd.) ma znaczny wpływ na nasz organizm. I to nie tylko krótkotermiowy. I tak sobie myślę… no cholera, mam 31 lat, wg bilansu komórkowego w moim ciele, starzeję się już jakieś 12 lat… to chyba naprawdę dobry moment w życiu, żeby zacząć myśleć o swoim ciele i zdrowiu z myślą o przeżyciu choćby marnych kolejych 31 lat. Rzuciłem fajki. Niby doniosłe osiągnięcie, bo to jak powszechnie wiadomo, nie taka prosta sprawa. Jak mi powiedział znajomy ksiądz, który ma na swoim koncie wieloletni romans z nikotyną: „nikotynistą zostaje się na zawsze, nawet jak się rzuci palenie”. I tu nie chodzi nawet o typowo kościelny wymiar potępienia się za byle co. Nie znam nikogo, kto by palił wiele lat, rzucił i nie miewał od czasu do czasu ochoty zakurzyć. Ale tak jak mówiłem, palenie to tylko jedna z wielu kwestii, pewnie nawet nie najważniejsza. Co ciekawe widzę, jak bardzo zmienia się nastawienie ludzi do kwestii zdrowia, żywienia, dbania o siebie. Wczoraj rozmawiałem na ten temat podczas korepetycji z panem biznesmenem z Niemcza. Facet przestał uprawiać intensywnie sport na rzecz… „nordic walking”! I to nie dlatego, że chodzenie z kijkami to okazja do kupienia sobie kolejnego zestawu niepotrzebnych gadżetów, tylko dlatego, że mu kardiolog powiedział, że to zdrowsze dla jego ciała, niż okazjonalne przeciążanie.

To zastanawiające ogólnie. Żyjemy w takich czasach, że tak naprawdę wiadomo już wszystko lub prawie wszystko na temat tego jak należy się odżywiać, jaki tryb życia prowadzić, co i w jakim stopniu nam szkodzi. Przy odrobinie wysiłku, wytężenia uwagi przy zakupach, przy zmianie pewnych odruchów w kuchni moglibyśmy bez większego problemu wszyscy być piękni, szczupli i przede wszystkim zdrowi. Ale coś w człowieku pokutuje takiego, co mu nie pozwala zrobić tego ostatniego kroku w kierunku samodoskonalenia. W każdej dziedzinie to działa. Przeczytałem jakoś w lutym fragment książki jakiegoś Amerykańśkiego socjologa, który w żołnierskich słowach dowodził, że jedynym prawdziwym sensem ludzkiej egzystencji jest samodoskonalenie w różnych dziedzinach. Oczywiście były tam standardowe odwołania do potrzeby samorealizacji w piramidzie Maslowa itd. ale był też całkiem sensowy wywód i argumentacja. Ludzie są predysponowani do różnych rzeczy. Powołani. Niektórzy do zarabiania pieniędzy, inni do bycia dobrą mamą. Różnie. Grunt to wiedzieć do czego się jest powołanym i rozwijać się w tym kierunku. Stąd się właśnie biorą różnice między „wydajnością” różnych ludzi w różnych dziedzinach. Dlaczego jeden człowiek potrafi w popołudnie ułożyć byle jak 20 cegieł, a inny 200? Można próbować to tłumaczyć brakiem umiejętności, lenistwem, ale moim zdaniem lepiej to tłumaczy podejście obu panów. Może po prostu dla jednego z nich układanie cegieł jest powołaniem. Wydaje mi się, że wszystko może być takim celem w życiu. Nawet coś tak uzależniającego od drugiego człowieka, jak tworzenie związku. Można też podejść do tematu wężej, bardziej mistycznie. Może zamiast szukać powołania, warto po prostu robić doskonale każdą rzecz, której się poświęca czas? Nawet w przypadku codziennych rzeczy, które musimy w życiu wykonywać.

Próbuję coś ważnego napisać, tylko nie klei mi się wątek. Człowiek postawiony w sytuacji skrajnej jest zdolny do wszystkiego. Od aktów heroizmu po skrajne bestialstwo. Dlaczego więc mamy problem z banalnymi, oczywistymi sprawami, jak dbanie o swoje zdrowie?

Ostatnie zdanie, ostatni znak zapytania. Nie oznaczający oczywiście zdania retorycznego, więc drugi już raz dzisiejszego wieczoru zachęcam do komentowania. Nie macie pojęcia o ile lepiej się pisze w eter, gdy ma się świadomość, że kogokolwiek to interesuje.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s