O niedzielnym przełamywaniu się

Jak na dzień, który powinien być z założenia marnowany i przeleniuchowany, zrobiłem dziś bardzo dużo. Zaczęło się od pobudki przed skowronkami, gdy o godzinie 5:20 nad ranem mój syn oświadczył mi, że wydawało mu się, że się obudził tylko na siku, ale jednak nie chce mu się dalej spać. Jeszcze parę lat temu dałbym się pochlastać za komfort obudzenia się o 5 nad ranem po przespaniu całej nocy. Ale teraz, odzwyczajony? W takie szokowe plany dnia trzeba wchodzić miarowo, na to się trzeba psychicznie nastawić, ale pobudka o 5:20 nad ranem w weekend?! Jednak to wydarzenie nie pozwoliło mi ostatecznie zmarnować całej niedzieli. Do godziny 10 rano (autentycznie pierwszy raz byłem dziś wkurwiony o zyskanie jednej godziny w ciągu doby, bo to oznacza, że o godzinę później będzie mi „wypadało” pójść spać) miałem rozwieszone dwa prania, rozłożone wszystkie klockli LEGO (proszę mi uwierzyć, trochę tego jest) na kocu w dużym pokoju, odkurzone mieszkanie, pozmywane gary (ostatnio mam dziwną jak na mnie manierę sprzątania na bieżąco; w ogóle… dziwne rzeczy się ostatnio ze mną dzieją :D), byłem po zakupach i po przygotowaniu pożywnego śniadania. I miałem ochotę sobie palnąć w łeb, żeby już więcej nie czuć zmęczenia i niewyspania…

Tu warto napomknąć, że w ramach różnych reform wprowadzanych przeze mnie w związku z samym sobą i moim życiem, postanowiłem zwiększyć efektywność wykorzystywania czasu z synkiem. Mamy wiele naturalnych platform porozumienia: lubimy bajki, obaj budujemy z LEGO, mamy podobne odczucia wobec McDonaldsa i mówimy do siebie czasem „kmiotku” (dowolna nagroda dla osoby, która zgadnie z czego się wzięło to przezwisko). Dlatego już w zeszłym tygodniu umówiliśmy się, że dziś budujemy z klocków. Na początek czekała mnie smutna niespodzianka, bo jak się okazało, syn potrzebował w ciągu ostatnich miesięcy „kilku” części z mojego modelu kamienicy. Koniec końców z kamienicy został właściwie tylko zarys jakiejś figury geometrycznej. W pierwszej chwili zacząłem to burzyć, bo i tak od początku coś mi w tym projekcie nie grało. Ale potem postanowiłem, że dokończę. Trochę chyba, żeby sobie samemu dać nauczkę, a trochę, bo potrzebuję zrobić coś porządnie, od A do Z. I niedługo proszę Państwa opublikuję nawet fotki tej kamienicy! Zauważyłem coś smutnego przy tym. Syn nie buduje. Nie wiem czy to zbyt duża dostępność klocków, czy może zbyt mocna świadomość, że „tata i tak w razie czego kupi nowy zestaw więc po co wymyślać samemu”. Ale nie buduje. Nie pamiętam, co robiłem w jego wieku z LEGO, ale pamiętam że już się po nocach modliłem do Bozi, żeby mi podesłała zestaw z Robin Hoodem. Nie wiem czemu mi tak zależy na tym, żeby się wkręcił w LEGO, żeby tak żył budowaniem, jak ja jako dzieciak. Może to po prostu bezpieczniejsza bramka niż gry komputerowe? Może to odzwierciedlenie potrzeby tworzenia wciąż czegoś nowego?

Popołudnie było już ciężkie. Obaj ciągnęliśmy z synem na ostatnich akumulatorach, gdy w końcu dojechaliśmy na urodziny jego najlepszego kumpla z przedszkola. Tam oczywiście on momentalnie odzyskał całą chęć do życia, a mi pozostało wtopienie się w tłum. To jest niesamowite… Jestem pewien, że każda z dorosłych osób, która była na tym przyjęciu, jest z osobna ciekawym i barwnym czowiekiem. Ale w kupie, w tym celowym zestawieniu w świetle dziecięcych urodzin… dramat. Wszystko według tych samych schematów, rozmowy o tych samych kwestiach. Najpierw choroby w przedszkolu, potem płynne przejście do odwiecznego dylematu młodych matek: „czy posłać wcześniej do pierwszej klasy, czy zostawić dłużej w zerówce”. Na szczęście minął okres gadania o sraniu i pierwszych słowach. Potem jest quiz na najzabawniejsze cytaty i pytania naszych dzieci. I tak w kółko. Jakby się nie liczyło, że wszyscy oprócz tego jeździmy na koncerty, upijamy się w dziwnych miejscach, gramy na instrumentach i jeździmy na motorach. Nie… na urodzinach sześciolatka wszyscy nagle mają do odegrania role zmęczonych tatusiów i mamuś.

Nie radzę sobie w takich sytuacjach. Kiedyś sobie radziłem idealnie, jak rybka w wodzie. Dwa kieliszki wina, trzy anegdotki i publika moja. Ale teraz chyba za daleko zaszła moja bezpardonowość w szczerych zachowaniach i waleniu prosto z mostu. I dlatego przy każdej okazji się dziś ewakuowałem do pokoju dziecięcego. A tam… LEGO po sufit. Byłem przez większość imprezy mocno rozdarty między poczuciem obowiązku wobec „starych”, a zewem natury przyzywającym mnie do sterty klocków w pokoju pełnym rozwrzeszczanych bachorów. I do bajki WALL-E włączonej przez dzieciaki w telewizorze w pokoju bawialnym. I czułem głęboką więź z solenizantem, który miał ewidentnie wszystkich dość i chciał tylko w spokoju usiąść przy swoim biurku i złożyć cztery zestawy LEGO, które dostał na urodziny. Nawet się nie krył z tym, że ma w dupie gości. Zawsze kochałem to w dzieciach. Bezgraniczny egoizm. Łatwość sterowania ich reakcjami (no co… trzeba sobie radzić) i ponad wszystko to, że po całym dniu emocji kładą się i w 30 sekund zapadają na 10 godzin w kolorowy, pełen snów, zdrowy sen. Jakby nie było żadnych problemów, jakby nie trzeba było niczego rozdrapywać w myślach, jakby jutro nie czekały je żadne decyzje.

Jest plus dzisiejszej imprezy. Szef 52 City Dinner był pod takim wrażeniem mojej pizzy (zadeklarowałem się, że upiekę 3 pizze, żeby mieć stuprocentową wymówkę na nieuczestniczenie w dyskusji o dzieciach), że zaprosił mnie na środę na 17 do swojego lokalu na ich nową, amerykańską pizzę. Lubię gościa. Kolejny niezwykły człowiek w moim życiu, choć absolutnie nie do zniesienia, gdy opowiada „ciekawe” wypowiedzi jego synka.

Dość już. Wciąż czuję, że łatwość pisania mi jeszcze nie wróciła, nawet gdy mam o czym pisać. Spoko, przyjdzie…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s