Jest dobrze

I FEEL OLYMPIC TODAY!

Zanim popadnę w samozachwyt najpierw podsumowania drugiego dnia Projektu. Poranne wskazanie elektronicznego sumienia: 96,9 kg. Dobrze, miarowo, zgodnie z planem. Od strony dietetycznej też wszystko bez większych potknięć. Rano najbardziej syty posiłek dnia w stołówce, potem twarożek, a o 18 smażona pierś z kurczaka, pół woreczka niedogotowanej kaszy gryczanej, dwa kiszone ogóry i zrobiony w 20 sekund sos czosnkowy, czyli mały jogurt grecki light (3% tłuszczu), pieprz i ząbek czosnku. Idealnie. Zdrowo. Lekko. Około 19 sobie uświadomiłem, że przecież nie mam jutro rano możliwości pobiegać, jak zakładał mój ambitny plan, bo synek u mnie, więc zamiast tego włączyłem dziś młodemu bajkę i pobiegłem. Trochę to pewnie nierozważne, ale mnie naszedł olimpijski nastrój. 5 km poszło, w tym trzy króciutkie odcinki chodu, ale nie więcej niż 100 m każdy. I tak jak zazwyczaj po takim biegu jestem nieżywy ze zmęczenia, tak dziś czuję się po prostu zajebiście! Jutro będzie szalony dzień za to. O 16:15 zrywam się z pracy, lecę z młodym po worek cementu, o 17 muszę już być przebrany w ochydny dresik bawełniany, bierzemy z młodym sprzęt: ja szpadel, on plastikową łopatkę, choć wielkość jego sprzętu coraz bardziej kłuje jego męskie poczucie godności i idziemy mieszać beton. Przed chwilą wyliczyłem ostateczny wymiar pod właściwą wędzarkę (póki co wylałem dopiero fundament pod palenisko), naniosłem go na karton po mojej przerośniętej plazmie (wiedziałem, że się przyda! szkoda tylko że dopiero po 10 miesiącach, ale się przydał) i wyciąłem z niego piękny, równiutki szablon fundamentu. I jutro o 17 start, najpierw wycinam w glebie kszatł, potem równiutko wykopuję, potem mieszam beton i sru! O 18 przy promieniach dogasającego słońca ostatnie czynności kończące, szybkie przypudrowanie noska i na siłownię.

Lodówka zaopatrzona w połowę asortymentu Lidla. Przede wszystkim dwie paczki rozmaitych sałat. Oczywiście nie zdążyłem po pieprzoną rukolę… Jutrzejszy dzień mam z grubsza zaplanowany żywieniowo. Rano śniadanie w firmowym tłuszcz-landzie, choć do śniadania już zamiast bułki chleb razowy pełnoziarnisty. Na drugie twarożek light z piątnicy. Na obiad sałatka z tuńczyka, jajka, cebuli i tony sałat i przypraw. Na kolację, którą jeszcze nie wiem kiedy zmieszczę, 200 gramowy filet z łososia skropiony cytryną. Złogi cholesterolu w moich tętnicach zrobią w gacie z wrażenia!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jest dobrze

  1. dobra wrozka pisze:

    Czytając o tym jak zamierzasz głosować to chyba się jednak zlituje…

  2. dobra wrozka pisze:

    Zaufaj mi stoi zaraz obok słowa harcerza w twoim słowniku 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s