Nudny, pozytywny wpis, z całego serca odradzam

Z czysto matematyczno-organizacyjnych względów moje życie dzieli się na tą „dobrą” część, która wynosi jakieś 2/7 i polega na byciu ojcem oraz na pozostałą „złą” część, polegającą na korzystaniu z życia na miarę własnych ograniczeń, upośledzeń moralnych i możliwości finansowych. O swoim żywocie pijaka-hedonisty napisałem już dość sporo, choć mam wrażenie, że ten temat możnaby zgłębiać w nieskończoność. Dziś dla odmiany skrobnę coś pozytywnego, czyli kilka słów o roli rodzica.

Ojcostwo spłynęło na mnie na jak grom z jasnego nieba. Mógłbym napisać jakieś brednie, jak to mnie ksiądz i pani katechetka oszukali wpojeniem niesłusznej wiary w skuteczność kalendarzyka, ale to by musiało oznaczać, że wyciągnąłem jakieś wnioski. A raczej tego nie zrobiłem 🙂 I choć absolutnie nie byłem gotowy na ojcostwo, nie przeraziła mnie ta wizja. Wręcz w jakiś tam sposób uspokoiła, bo wreszcie zamknęły się różne możliwości, zniknęły z pola widzenia wybory, których nie potrafiłem dokonać, pochowały się złudne alternatywy. Pewnie, że było ciężko, ale to jakoś nigdy nie miało znaczenia. Może dlatego, że nigdy nie miałem poczucia, że muszę z czegoś zrezygnować w życiu, aby być ojcem. Te tęsknoty wróciły dopiero, gdy okazało się, że nie potrafię stworzyć dobrej rodziny, ale to inna bajka, inny wpis i przede wszystkim inny nastrój. Dziś ma być pozytywnie.

Tak naprawdę niewiele ciekawych rzeczy można powiedzieć o pierwszych dwóch latach życia dziecka. Mówię to oczywiście z pespektywy człowieka, którego syn ma prawie sześć lat. W pierwszych latach życie kręci się wokół przeziębień, wróżenia z konsystencji kupy dziecka, wizyt u lekarzy, niekończącego się wyszukiwania ciuszków w promocjach. Nową jakość tak naprawdę wprowadza moment, gdy dziecko zaczyna jeść podobne jedzenie jak dorośli, a to na co człowiek natyka się w pieluszce… no cóż… to już przestaje być „kupka dzidzi”. Swoją drogą ciekawe jak bardzo przesuwają się granice tolerancji zmysłowej człowieka w przypadku własnego dziecka. A przesuwają się, proszę mi uwierzyć na słowo! Nie ma się co oszukiwać, oprócz nielicznych wyjątków, dziecko poniżej dwóch lat to mały, egoistyczny wyjec, który nie daje człowiekowi spokoju, zamienia Twoją codzienność w cholerną ciszę, którą rozrywa nagle płacz i ryk. Każdy dzień jest zbiorem powtarzalnych czynności, takich jak spacery, które jednak są pozbawione jakieś zaawansowanej interakcji z dzieckiem. Ja wiem, teraz sto tysięcy tatusiów dwuletnich i rocznych Jasiów by się ze mną nie zgodziło, ale to dlatego, że ich Jasiowie nie mają jeszcze sześciu lat. Ale nie ma się co oszukiwać, kiedy dzieciak zaczyna rozumnie gadać, pytać i kodować w swoim małym łebku otaczającą go rzeczywistość, wtedy dopiero zaczyna się odcinanie kuponów za nieprzespane noce. Wiadomo, to kwestia zupełnie subiektywna. Na przykład podejrzewam, że nikogo na świecie poza mną nie wzruszałby ani nie bawił fakt, że mój synek mówi na Angry Birds „kurki”. Swoją drogą… to chyba nie świadczy o mnie najlepiej, że daję mu czasem pograć na swoim smartfonie. Albo gdy dowiedziawszy się, że zdechły mi rybki w akwarium, pociesza mnie słowami „nie przejmuj się, może one jednak żyją, tylko po prostu są martwe” 😀 Swoją drogą to bardzo ciekawe, ale małe dzieciaki faktycznie nie pojmują śmierci. Wiedzą, że to raczej poważna sprawa i niekoniecznie coś fajnego, ale z tego co zauważyłem, nie widzą w tym końca. Raczej jakiś stan przejściowy. Choć na pewno nie w żadnym mistycznym sensie.

Poza skrajnie traumatycznymi sytuacjami w życiu, jak pogrzeb mojego kuzyna Jakuba, w życiu zdarza mi się ryczeń tylko w dwóch sytuacjach. Zawsze jak Polacy dostają medale na turniejach/igrzyskach itd. Zawsze mi oczy zachodzą, zawsze mi się robi gorąco i no nie ma bata, albo się rozkleję albo się ledwo opanuję. To się chyba zaczęło od pierwszych medali Jędrzejczak. No nie mogę po prostu 😀 Taki mój maleńki, tyci tyci odruch patriotyczny. Drugi przypadek, to gdy mi mój syn powie bez żadnego powodu „kocham cię, tatuś”. Nie ma zlituj, zawsze się rozkleję. Oczywiście nie dam po sobie poznać, bo by się zaczęły „mało męskie” tłumaczenia, ale zawsze to we mnie potem godzinami siedzi. I właśnie dlatego kochani warto mieć dzieci. Bez żadnych sensownych powodów, bez kalkulowania czy i jak się przyszłość potoczy. Nie da się takich emocji poczuć w inny sposób. I choć pewnie za 10 lat ten sam człowieczek będzie mnie nienawidził za wszystko, począwszy od zbyt małego kieszonkowego, na wojnie w Libii kończąc, warto!!!

Tym miłym akcentem… kolorowych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s