Żeby nie było… piszę

Trudnych do zinterpretowania wydarzeń w moim życiu ciąg dalszy!

Im bardziej świadomie staram się na nic nie wpływać, tym intensywniej wszystko zaczyna się dziać samo z siebie. I choć miałem już taki moment w życiu, że wszystko się „po prostu działo”, to tym razem jest zupełnie inaczej. To niesamowite, bo mi się przytrafiają rzeczy, o których mi się zwyczajnie nie śniło do tej pory. To chyba jakiś efekt uboczny życia singla i procesów towarzyszących, czyli intensywnej socjalizacji alkoholowej oraz coraz mniejszych oczekiwań wobec życia i innych osób. Mocno zabrzmiało z tymi oczekiwaniami… Chodzi mi o to, że przestałem żyć złudzeniem, że ludzi można do czegokolwiek przekonać. Słowami, gestami, postawą swoją. Ludzie po trzydziestce robią się wybitnie odporni na takie „manipulacje”. Najbezpieczniej zawsze wszystko obrócić w żart. Tak czy siak, człowiek odpuszcza, a tu nagle się wydarza. Ten weekend dla wielu osób poza mną będzie jakimś punktem zwrotnym. Bliski przyjaciel wysłał mi sms: „Poznałem przepiękną, chorą psychicznie kobietę moich erotycznych marzeń”. Koleżanka z odległych krain w końcu uległa urokom wyznającego ją niczym bóstwo kolegi, a dwie inne osoby z różnych względów mi bliskie osoby rozstały się ze swoimi partnerami. Ne chcę nawet oceniać, czy słusznie czy nie, tym bardziej że nie miały na to za bardzo wpływu. Rozstały się i tyle.

Mój świat za to na chwilę przewiało czyjąś ponętną osobą, którą już chyba do końca życia będę kojarzył tylko i wyłącznie pozytywnie, bo tak mam synapsy poskręcane i tyle. I nawet kiedy po dobie, dwóch przychodzi w miarę (bo przecież nie do końca) trzeźwe spojrzenie na fakty, to i tak… eh… fajnie było. Paradoksalnie to co mi najbardziej przeszkadza we wspomnieniu ostatniego weekendu, to euforia, którą ostatni raz czułem w bardzo słabym momencie życia. Ciekawe czy to już tak mi zostanie, że te szczytowe emocje będą zarezerwowane właśnie dla tej jednej osoby, czy po prostu na starość człowiek będzie w stanie w końcu to na spokojnie i rzeczowo ocenić. Szkoda, że tak wiele wydarzyło się w tak krótkim czasie, szkoda że po prawie dwóch butelkach wina (mówię tu wyłącznie o konsumpcji własnej) i szkoda, że suma sumarum (to się chyba inaczej pisało…) tak ciężko przypomnieć sobie te wszystkie detale, bez których nie da się ocenić do końca o co w tym wszystkim chodziło. Bo przecież jak człowiek nie jest do końca pewien, czy być szczęśliwym, czy czuć niesmak, to coś mu pewnie umknęło istotnego.

Zabawne w jak różny sposób różne osoby potrafią zinterpretować pytanie „czy byłeś w tym roku już na grzybach?”. Przeciętny Kowalski myśli zaraz o czarnych łebkach, borowikach i jajecznicy z cebulką, boczkiem i grzybami. Ja na szczęście nie mam zamiaru dokładać do mojego barwnego życiorysu eksperymentów z grzybkami halucynogennymi i podobnie jak Kowalski, myślę o ślicznych, brązowych kapeluszach. Cholera… „kapelusz” to też słowo naznaczone w moim słowniku towarzyskim, nie mówiąc już o takich świńśkich określeniach jak „grzyb”! Eh, gdzie te czasy, gdy takie słowa można było wypowiadać bez żadnego zastanowienia… Chadzacie jeszcze na grzyby w ogóle? Dla mnie ten cały obrządek/proces nie ma najmniejszego sensu z punktu widzenia logiki, ale ma za to w sobie ładunek magiczny. Bo jak się tak zastanowić, to najpierw w lesie można złapąc kleszcza, który na jakieś 80% będzie nosicielem boreliozy. Potem jest maleńki dyskomfort owijania się w pajęczyny opasłych pająków. Potem nie daj Bóg jakieś grzyby się znajdzie i trzeba je jeszcze w domu obrać, oczyścić i pokroić! To akurat jest droga przez mękę. No i jeszcze jakaś tam szansa, że chodzący dwa razy w roku na grzyby Polak nie ma jednak wrodzonego instynktu grzybiarza, a zebrany śliczny maślak okaże się być olszówką, albo czarny łepek szatanem i masz. Centrum transplantologii i żarty do konća życia, że nie zdążyłem swojej wątroby wykończyć alkoholem 😀 No ale jest też magia. Oddychania zimnym, wilgotnym powietrzem. Rozpoznawania grzybonośnych polanek, a jak się człowiek zapuści odpowiednio daleko w głąb, to się można wręcz poczuć jak we Władcy pierścieni. A już poza wszystkim, matka natura to dobrze obmyśliła – nie ma nic piękniejszego, niż taki mały grzybek pośród mchu i porostów. I proszę to uszanować – bez świńskich skojarzeń!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s