Przemyślenia bez ładu i składu

Nie wiem co napisać, a mam ochotę napisać. Te ostatnie dni przyniosły cholernie dużo trudnych do zinterpretowania wydarzeń i rozdygotały moje beztroskie, ale i bezcelowe życie. Bezcelowe w trochę pozytywnym znaczeniu, bo jakoś wyznaczanie targetów długoterminowych za wiele razy jeszcze mi się nie sprawdziło. Tjaaa… bądź tu mądry. Jak się niby połapać, kiedy jest właściwy moment na powagę w życiu? Mam wrażenie, że paru moich znajomych go przegapiło i chyba minęli pewną granicę, zza której się nie wraca do „normalności”. Owa „normalność” jawi mi się jako taki stan umysłu i rzeczywistości, w jakim funkcjonują np. nasi rodzice. Oczywiście ci ludzie też robią durne rzeczy, rozwodzą się (choć bez porównania rzadziej), są często skrycie nieszczęśliwi i sfrustrowaniu i pewnie co do jednego mają za uszami rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Ale jest wielka różnica, na tyle spora że nie da się jej głupio wytłumaczyć przez generation leap. Najbardziej kojarzy mi się to właśnie z powagą, z poważnym podchodzeniem do często niepoważnych tematów, do pewnego dystansu wobec możliwości zrobienia czegoś głupiego, choćby z durnej potrzeby zrobienia głupoty. I odpowiedzialność. Ciężka, masywna, ciążąca nad każdą podejmowaną decyzją odpowiedzialność. Jakby świadomość, że każdą decyzją można kogoś zranić miała człowiekowi w czymkolwiek pomóc. Tzn… pewnie i pomaga, bo zamiast podjąć decyzję, człowiek wybiera jedyną możliwą ścieżkę, której jedynym założeniem jest minimalizacja ofiar i strat osób postronnych. Czyli zachowuje się odpowiedzialnie i poważnie.

Zauważam, że dużo ludzi w moim wieku przystosowało się do nowych realiów. Szukają takich rozwiązań, które z jednej strony dają im możliwość przynajmniej częściowego zaspokojenia ich prawdziwych potrzeb, często dość skrytych i wstydliwych, a jednocześnie pozwalają na uniknięcie odpowiedzialności, która tak naprawdę zostaje spłycona do konsekwencji. Nie chcę rzucać przykładami, żeby zobrazować moje „górnolotne” przemyślenia, bo chyba nie trzeba się nawet specjalnie wysilić, żeby załapać (ogarnąć!) o co mi chodzi. Potrafimy marzyć wspanialej niż nasi rodzice, ale dużo gorzej nam idzie realizowanie tych marzeń, zwłaszcza jeżeli wymaga to podjęcia decyzji. Zamiast tego kombinujemy, wchodzimy w trudne do zdefiniowania relacje, układy, odraczamy myślenie o rzeczach, o których myśleć powinniśmy. I gdy przyjdzie czasem chwila ciszy, której z różnych względów nie da się rozproszyć czynnościami, które pięknie rozpraszają nas na codzień, wpadamy w panikę. Uczucie nudy zamienia się w coś dużo cięższego, nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że jednak coś nie gra.

Pierdolę od rzeczy… piątek. Najwyższy czas się rozproszyć…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s