O bezsenności, szafce RTV i niezbadanych wyrokach boskich

Jest trzecia nad ranem, a na mnie mści się popołudniowa drzemka i pewnie zasnę dopiero z pierwszymi promieniami wrześniowego poranka. W wielu kwestiach nie jestem w stanie dojść do porozumienia z moim organizmem, ale ta jest bodaj najbardziej uciążliwa – nawet kwadrans odpłynięcia w ciągu dnia oznacza dla mnie wieczność gapienia się w sufit nocą. I to takiego złego gapienia, przepełnionego ciszą, niepozostawiającego ani jednej wolnej furtki, którą możnaby skanalizować rozmyślania. Ale spoko, wczoraj wyczerpałem limit negatywnych wibracji (ciekawe czy ktoś oprócz Jurka Owsiaka jeszcze używa takich określeń…). Dziś jest pozytywnie. Zamówiłem w końcu ostatni brakujący element wystroju dużego pokoju – szafkę pod telewizor. Co ciekawe, choć od stycznia mam wykupiony jakiś pakiet kanałów telewizyjnych, chyba ani razu nie oglądałem jeszcze telewizji. Anywayz, mebel fachowo zwie się konsolą i ma tą wielką zaletę, że zawiera sporą przestrzeń na mój wielki zestaw audio-video Harman Cardon. Tak, tak, ziarno trafiło na żyzny grunt, kiełkuje i rujnuje moje poczucie stabilizacji finansowej. Najgorsze jest to, że ja sobie wystrajam ten mój dom, wiję przytulne gniazdko singla (wszyscy mi powtarzają, że od razu widać, że to mieszkanie faceta), a prawda jest taka, że jak w końcu zwiążę sie z jakąś kobietą, to przecież i tak będzie to wszystko chciała wymienić. Znam siebie, jeśli się z kimkolwiek zwiążę, to będzie to dziewczyna z mocnym charakterem, swoim autorskim wyczuciem stylu i przede wszystkim z potrzebą postawienia na swoim. I choć kocham te moje muzealne mebelki, to tak naprawdę marzę o partnerce, z którą warto przegrać apokaliptyczną kłótnię o wystrój wnętrz w moim mieszkaniu. Chciałbym się w końcu skupić na swoim „męskim” kawałku tortu, na promocjach w dziale narzędziowym w Obi, na koszeniu trawy i przystrzyganiu irgi, na rąbaniu drewna i na paleniu w piecyku. I na wędzeniu kiełbasy raz na kwartał 😀 Tak sobie wyśniłem partnerstwo. Trochę jako ciągłą wojnę o swoje bastiony, ale wojnę której każda potyczka kończy się zawieszeniem broni. W wannie, na kanapie, w łóżku. Ale póki co pozostaje się cieszyć śliczną konsolą z Almi Decor. I małą lampką z abażurem, która zmienia optykę całego pomieszczenia o 100%. Dziwi mnie tempo, w jakim rozwijam się w różne strony, będąc sam. Po miesiącach totalnego zamknięcia i negacji większości pozytywnych aspektów życia, nadrabiam wszystko naraz, łapczywie jak dziecko z sklepie z zabawkami. Wszystko ma niemal przerysowane znaczenie. Siłą rzeczy chyba w końcu nadrabiam proces dojrzewania i wkraczania w pełną, niezależną dorosłość, który mnie z różnych względów ominął. To dziwna, samotna droga, w której przerażenie podejmowaniem decyzji dla samego siebie w końcu przegrywa z przemożną ciekawością wszystkiego. Świata, życia, sukcesów, porażek. Ciekawi mnie co jest na końcu tej drogi, co sam z tego wszystkiego ulepię…

A jeszcze bardziej mnie ciekawi, jak doszedłem do tych wszystkich przemyśleń o trzeciej na ranem, wychodząc od głupiej konsoli pod telewizor 😀

3:48… księżyc świeci jak dekoracja w tanich filmach o wilkołakach… spać… spać… spaaaać…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s