Dom 2.0

Jakieś dwa tygodnie temu w szumnych słowach zapowiedziałem okres intensywnego planowania i zmian w życiu. To że do tej pory nic o tym nie napisałem, nie znaczy bynajmniej że nic w tej sprawie nie robię. Inicjatywa, o której wspomniałem, ma swoje źródło w kilku różnych momentach, w których z różnych względów i perspektyw miałem okazję zdać sobie sprawę, że mój dom, choć jest ślicznym miejscem, nie jest… fajny. Ewidentnie czegoś w nim brakuje, czegoś co by sprawiało, że człowiek naprawdę nie chciałby z niego wychodzić, nawet będąc singlem. Zdecydowanie nie mam takich uczuć wobec mojego domu póki co. Były też komentarze innych osób, które zazwyczaj od chwili wejścia zachwycają się moim mieszkaniem, a w miarę przebywania w nim, zaczynają odczuwać jego zimno i jakąś taką pustkę. Są różne sposoby, żeby komuś taką informację przekazać. Zauważyłem, że gdy ludzie starają się to zrobić delikatnie, zazwyczaj mówią coś w stylu „widać, że to mieszkanie faceta”. A trafiają się też bardziej dosadne komentarze w stylu „myślałeś, że staroświeckie meble sprawią, że będzie przytulnie, a wyszło muzealnie”. Nie wiem jeszcze do końca czy się z tym poglądem zgadzam, muszę to przemyśleć.

Ale to tylko jakieś tam odczucia i przemyślenia innych ludzi. No big deal. Punktem zapalnym całej inicjatywy okazał się natomiast jeden z ostatnich weekendów. W ciągu zeszłego półrocza moje singlowskie mieszkanie zyskało rangę oficjalnej bazy imprezowo-wypadowej, co mi zresztą absolutnie nie przeszkadza, zawsze lubiłem jak się ludzie kręcą, jak czują się u mnie swobodnie. Najczęściej wszystko przebiega według tego samego scenariusza: picie, kolacja, picie, kolejka do YouTube, picie i wypad na miasto. Tym razem było podobnie, choć położyliśmy chyba zbyt duży akcent na picie i w efekcie w mieście już tylko dogorywałem. Ostatnie 15 minut od wyjścia z pubu do zaśnięcia na kanapie pamiętam już jak klip „Prodigy”. Ale to w sumie nadal nic niezwykłego. Wyjątkowość tych wydarzeń zaczęła się dopiero w niedzielę nad ranem, kiedy to obudziły mnie wieloznaczne odgłosy damsko-męskie i charakterystyczny trzask zarywanego stelaża łóżka w mojej sypialni (ile razy już sobie obiecywałem, że to naprawię…). O całym zajściu powiem tylko tyle, że nie będę miał już okazji „rozdziewiczyć” nowego kompletu pościeli z IKEI… Gdy już nocny gość mojego przyjaciela poszedł w swoją stronę, okazało dodatkowo, że wyparowała prawie cała butelka 0,7 l 12-letniego Grantsa, którą trzymałem na wyjątkową okazję. Kolega nie mógł zrozumieć moich pretensji, a pomysł z czekaniem na wyjątkową okazję skwitował krótko: „no przecież przyszedłem”.

Ja się zawsze rozpisuję na wstępie, a potem mi się nie chce pisać na właściwy temat 😀 Chodzi o to, że ja absolutnie nie mam pretensji do przyjaciela za zbeszczeszczenie mojej sypialni i butelki Grantsa. Ja mam pretensje do siebie, bo jak się samemu nie szanuje własnego domu, to raczej nie można oczekiwać, że uszanują go inni. Nie chcę tu wchodzić w filozoficzne meandry dyskusji o szacunku do samego siebie, nie czas i miejsce. Ważne, że gdy w końcu w niedzielę zostałem sam z tym całym pobojowiskiem, butelkami, niedopałkami, garami i DNA różnych ludzi, dotarło do mnie – to tak dalej nie może wyglądać. I stąd inicjatywa Dom 2.0 🙂

Projekt obejmuje trzy podstawowe obszary: dom ogólnie, kuchnię i ogród. Najprościej zacząć od ogródka, przynajmniej teoretycznie. Jakiś tydzień temu zrobiłem zdjęcie ogrodu 1.0, przed rozpoczęciem „projektu”, ale uznałem że nie będę go wklejał na stronę bloga, bo nadaje się ono bardziej na stronę demotywatory.pl… Z praktycznych informacji warto chyba wspomnieć, że osty powyżej półtora metra naprawdę ładnie kwitną. Póki co zaznaczę tylko, że robota w ogrodzie wre.

Część kuchenna to przede wszystkim brakujące sprzęty. Na pierwszy ogień pójdzie na pewno przeklęta patelnia, która ma tą przedziwną właściwość, że przy każdym użyciu oddaje część swojej zdrowej powłoki teflonowej smażonej potrawie. Oprócz tego toster, sokowirówka i wpip innych. Ale to na koniec, kuchnia akurat jest chyba jedynym przytulnym miejscem w moim domu.

Część główna „projektu” to oczywiście duży pokój. To już zdecydowanie wymaga działań na dużą skalę, bo póki co wyposażenie tego pomieszczenia to właściwie cztery duże meble, na których albo nie zalega nic, albo zalegają rzeczy, które już nijak nie przystają do mieszkania singla. I oczywiście kochana plazma, która spoczywa na podłodze w kącie, mało precyzyjnie zasłaniając plątaninę kabli, zasilaczy i różnych niepotrzebnych urządzeń. Co ciekawe, ten pokój naprawdę nabiera zupełnie innego oblicza w świetle płomieni bijących z piecyka albo choćby po zapaleniu kilku głupich świeczek. Póki co z ważnych rzeczy kupiłem tylko dwa bieżniki na ławę (wiedziałem, że to się nazywa „bieżnik”), z 10 różnych świec (no ok… to nie są dobra pierwszej potrzeby) i to w sumie wszystko. Jak na ogrom potrzeb to chyba dość mało 😀 Ja sobie zdaję sprawę, że to trochę taki sztuczny proces, na siłę. To jest właśnie jak urządzanie pomieszczenia wystawowego w salonie Almi-Decor – wszystko wygląda ślicznie, ale tylko w Almi-Decor. Bo przecież nie da się codziennie wracać do muzeum. Piękno dużych pokoi tkwi w tym, że są usiane pierdołami, że tętnią czyimś życiem, są zawalone książkami, płytami, roślinami. A ja mogę najwyżej stworzyć jakieś ramy, jakiś podkład pod urządzanie. Mogę coś zapoczątkować. W każdym razie… kolejne punkty, bez których się nic nie zmieni, to po pierwsze szafka pod telewizor i conajmniej dwie lampy. Jedna na parapet, druga wysoka, wolnostojąca. Żeby dopełnić moją wizję o siedzeniu w fotelu i czytaniu książki, hahaha 🙂

Czytam ten wpis i dociera do mnie, że część poświęcona projektowi nie jest za grosz zabawna ani ciekawa. No ale tak to w życiu bywa, nie wszystko lekkie i miłe…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s