PARENTAL ADVISORY: smętny wpis, chronić dzieci!

Smutno zaczął się ten tydzień . Moją dobrą koleżankę rzucił facet, z którym była chyba większość życia, zresztą to bez znaczenia tak naprawdę ile. Znaczenie ma bardziej fakt, że zupełnie nie nadaję się na kogoś, kto pocieszy, a koleżanka jak wiele kobiet (z tego co zauważyłem) nie ma „swoich” przyjaciół, tylko ma „wspólnych” przyjaciół, których jej eks w znakomitej większości zgarnął przy podziale majątku. Krótko mówiąc wypadałoby poklepać po ramieniu, poopowiadać bzdety o pozytywnym wpływie zmiany, że tak lepiej dla wszystkich itd. I dupa. Po prostu nie potrafię. Trochę dlatego, że przez ostatnie lata nabrałem trudnej do zniesienia maniery walenia prosto z mostu, trochę też przez mój coraz większy cynizm życiowy. A przede wszystkim dlatego, że ja zdecydowanie nie mam dla niej optymistycznych informacji. Życie ma to do siebie, że się samo z siebie nie układa w romantyczną komedię. Dziewięć miesięcy „na rynku związków wtórnych” pokazało mi, że jedyne co przychodzi łatwo, to zabijanie czasu w oczekiwaniu na coś lepszego. Dużo ludzi na moim miejscu odnajduje jakiegoś rodzaju spokój i cenią ten spokój. Nowa jakość w życiu, cisza, niezależność, czasem wręcz wolność od natręctw i dziwactw drugiej osoby. I dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której osoby które całe życie widziały dla siebie właściwie tylko jeden scenariusz – małżeństwo, rodzina, kredyt i drugi bilet za pół ceny w środowe wieczory w Cinemacity – zaczynają dryfować. Może po prostu takich ludzi poznawałem od początku roku. Było nie było, dużo wspólnych wątków. Co ciekawe nie są to osoby nieszczęśliwe. Na swój sposób, mniej lub bardziej, odnajdują się w nowej sytuacji, ale pozostaje na nich jakiś stygmat, jakby coś je przytępiło w życiu. Utrzymują dystans, w jakimś małym wymiarze bawią się życiem, ale często też zwyczajnie popadają w lekki marazm, jakby nie mieli/miały wiary w coś lepszego.

Ciężko to w sumie dobrze opisać. Znam wiele różnych osób. Sporą ich część poznałem od początku roku, już jako pełnoetatowy singiel. I przez dziewięć miesięcy życie żadnej z tych osób nie ruszyło z miejsca, przynajmniej nie pod względem związkowym. Nie rozumiem tego. Od jakiegoś czasu, pewnie kilku miesięcy, jestem pozytywnie nastawiony do życia, ale to nadal życie z dnia na dzień. Nie wyobrażam sobie, żeby nie czekało mnie coś lepszego i nadal upatruję owe „coś lepszego” w związku. Potrafię zrozumieć ludzi, którzy są powołani do innych rzeczy. Ale nie widzę tego powołania w moich znajomych. Nie idą na przód…

Żeby już do reszty nie zatopić się w smęceniu… to naprawdę tak jest, że każda sytuacja ma dwie strony medalu, każdy koniec jest jakimś początkiem. Legendy i baśnie, z których pochodzą te banały, zazwyczaj pomijają fakt, że jakość tego nowego rozdziału w życiu zależy prawie wyłącznie od nas samych. Wiadomo, trzeba przeżyć wszystko porządnie, od A do Z. Trzeba sobie przede wszystkim dać czas na żałobę. Wybaczyć samemu sobie wszystko, co się spierdoliło do tej pory. I to wcale nie w tradycyjno-polskim duchu pośmiertnej pokuty, tylko w takim szczerym rozrachunku z samym sobą. Trzeba się wreszcie zdobyć na akt egoizmu. W tym znaczeniu, że przeszłość niezależnie od tego, jaka by nie była, jest tylko przeszłością. Myślę, że wiele osób w takich sytuacjach może w jakiś sposób przerażać wizja wzięcia wszystkiego w swoje ręce. Być może większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy, że to wszystko co robimy na co dzień, w dużej mierze dzieje się bez naszego udziału, bez podejmowania świadomych wyborów. Wsiąkamy w swoje schematy, powielamy je każdego dnia, nie zastanawiając się specjalnie nad sensownością tego układu. Część z nas odnajduje w tym przytulne poczucie bezpieczeństwa, a inni… bunt, potrzebę zmian. I dlatego raz po raz ktoś wraca jednego dnia z pracy i dowiaduje się, że jego życie legło w gruzach. Warto mieć przy tym świadomość, że samemu się ponosi za taką sytuację winę – bo takie są konsekwencje odpuszczania kontroli nad swoim życiem i wsiąkania…

Eh te trzykropki, zawsze doprawiają wpisom doniosłości i patetyzmu. A niepotrzebnie. Bo z tego wszystkiego płynie cenna lekcji. Może to też być fajny punkt otwarcia nowego rozdziału: w życiu trzeba być egoistą. Tu nie chodzi o ranienie innych, tylko o dbanie o siebie. I sztukę wyboru swoich potrzeb, gdy nieranienie innych koliduje z dbaniem o samego siebie. Wiem, jak to brzmi, a jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę, że moje dotychczasowe życie w większości przypadków było wręcz zaprzeczeniem tej teoryjki.

Tylko, że moje życie było przez lata do dupy 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s