O dupy dawaniu

Nie układając oględnych wyrażeń – dałem dupy. Wczoraj wieczorem wpadł sąsiad na film i gdy sobie wreszcie przypomniałem, że przecież w tym tygodniu nie piję, kończyłem już drugiego Specjala… Jakoś się nie zadręczam tą myślą specjalnie, bo to nie był przejaw słabej woli, tylko raczej problemów z pamięcią. Więc dziś zerujemy licznik: pół doby bez alkoholu!

Jeden z wiernych kibiców tego bloga podzielił się ze mną swoim spostrzeżeniem, jakoby w paśmie podprogowym wypisywanych przeze mnie głupot sączyła się jakaś nutka smęcenia i życiowego niezadowolenia. To ciekawe w sumie, bo wcale się tak nie czuję. Nie żeby tam zaraz popadać w przesadny optymizm, raczej po prostu przyjąłem filozofię mądrego żółwia, tyle że zamiast kung-fu, uczę się jeździć na motocyklu. Właśnie… trzeba proszę państwa pamiętać, że mówimy „motocykl”, a nie „motor”, bo „motor” to silnik. Jest to podstawowa informacja podawana kursantom na zajęciach teoretycznych w klasach, o czym pewnie wiedziałbym z autopsji, gdybym poszedł na choć jedne z takich zajęć. Tak to jednak niestety działa, że wizja spędzenia trzech godzin na wysłuchiwaniu teorii i okazjonalnych żartów prowadzącego nie współgra z moim hedonistycznym podejściem do spędzania czasu. Więc jazda tak, nauka nie. Swoją drogą muszę powoli zacząć obmyślać strategię powiedzenia mamie, że mam prawko kat. A. Oczywiście nie powiem, dopóki nie zrobię, bo jeszcze WORD podpali…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s