Bajka o mądrym żółwiu

Winter is coming… 😀

Wczoraj wieczorem jeszcze dało się do nocy siedzieć pod rozgwieżdżonym niebem, dziś już nie. Chimeryczny ale jednocześnie dość przewlekły deszcz ostatecznie spłukał resztki ciepła z wieczorowej pory. Oficjalna inaugaracja sezonu grzewczego 2012/2013 już jutro. Eh… pierwszy raz w życiu czuję, że będzie mi brakować ciepłych dni. I to nawet nie dlatego, że schudłem i ciepło mi zwyczajnie już nie dokucza. Po prostu… ciepłe słoneczne dni są pozytywne. A w życiu trzeba się otaczać pozytywnymi rzeczami. Bo inaczej Winter is coming nie tylko za oknem ale i w główce.

Zanim się rozkręcę, ważna uwaga porządkowa. Dziś poszedłem na basen i z ciekawości przepłynąłem 50 basenów żabką. Zajęło mi to 34 minuty, bo się spiąłem, nie odpoczywałem itd. I tak sobie myślę… 100 basenów w 90 minut jest jak najbardziej do zrobienia, ale to jest mało realne. Bo po pierwsze, przy liczeniu stu basenów każdy się pomyli i to nie o dwie długości, a o dwadzieścia dwie. Po drugie, przepłynięcie stu basenów żabką jawi mi się jako coś naprawdę nużącego, wymagającego wręcz benedyktyńskiej pokory i zaparcia. Z trzeciej jednak strony, takie pływanie przez 90 minut to idealne ćwiczenie kardio, jak by to ujęła moja pani instruktorka od aerobiku dla facetów (mały epizod w kwietniu :D). Więc podsumowując: jak najbardziej możliwe, ale i tak… jakoś nie gra.

Ważny miesiąc ten wrzesień. Z wielu różnych powodów. Na razie powiem tylko tyle, że będzie pracowity, reszta niebawem. Właściwie bez sensu trochę takie rzeczy pisać, jak się ma tylu czytelników co ja 😀 Ale co tam, mój blog, moje kaprysy. Nie próbuję się tu silić na żadną wielką tajemniczość, po prostu to co mnie czeka przez najbliższe tygodnie wymaga sporo planowania i przede wszystkim poważnego podejścia. Zobaczymy co wyjdzie. Coś dziś nie mogę złapać wątku… Na szczęście to wszystko póki co na marginesie.

Nie macie wrażenia, że bajki są serio dużo mądrzejsze niż „filmy dla dorosłych”? Tzn… nie te „filmy dla dorosłych” 😀 Dziś po raz nie wiem już który obejrzałem z młodym Kung Fu Pandę (swoją drogą zawsze mnie szokuje to, ile osób nie zgadza się ze mną w ocenie tej zajebistej bajki…). Jak większość nowych bajek, ta zawiera przesłania i żarty, których przeciętny pięciolatek nie łapie i są raczej adresowane do opiekunów tegoż pięciolatka, którzy oglądając bajkę w kinie mogą się dzięki temu skrycie całkiem dobrze z dzieciakiem bawić. Jeżeli dziecko jest w stanie coś z takiej bajki wyciągnąć, to w najlepszym wypadku jakieś ogólne pojęcie o tym, że jak się do czegoś dąży, to można być nawet wielkim, grubym pandą śmierdzącym potem i czosnkiem, a i tak sky is the limit. Ok, fajne przesłanie, mądre, wierzyć w siebie, a do tego czasem sobie odmówić czegoś słodkiego i wszystko będzie w życiu proste i cacy cacy. Można i tak. Ale ta bajka ma coś o wiele cenniejszego! Scena w świętym gaju, kiedy mistrz Szi-fu rozmawia z Ugłejem pod świętym drzewem brzoskiwniowym (w załączeniu link do odpowiedniej scenki: http://www.youtube.com/watch?v=QnSb3FhCywY sorry że wersja latynoamerykańska 😀 jutro poszukam właściwej). Otóż w tej scenie zawarte jest kapitalne przesłanie, które można by złotymi zgłoskami wybić czole 90% dorosłych ludzi w Polsce. Tam oczywiście pada więcej niż jedno zdanie, więc to właściwie cały zbiór super ważnych przesłań. Każde niby banalne i to na tyle, że każdy Polaczek jest za mądry żeby się do niego zastosować. „Wczoraj to przeszłość, jutro to niewiadoma” więc co zostaje? Dziś. Teraz. Proste, tak? Nie wracać myślami, nie wałkować w kółko czemu inni coś zrobili i czemu my myśleliśmy, że zrobią inaczej. Ale też nie zadręczać się planami, stawianiem sobie poprzeczek. Właściwie więcej… nie zadręczać się oczekiwaniami wobec innych, wobec tego co kiedyś „powinni” zrobić. Chyba o to chodzi mądremu żółwiowi. I zaraz potem sedno. Porzucić złudzenie o tym, że mamy kontrolę nad czymkolwiek. Ugłej to bezbłędnie ujmuje stwierdzeniem, że choć faktycznie mamy wpływ na to, gdzie posadzimy pestkę brzoskwinii, to przecież nie mamy wpływu już na to, że z tej pestki nie wyrośnie jabłoń, tylko właśnie brzoskwinia. Więc nie zadręczać się, nie wpływać, nie kształtować, nie stawać na głowie, żeby brzoskwinia stała się jabłkiem. Proste? No jasne kurwa, że proste! Dziś mam potrzebę mówienia prostym językiem i nie strojenia niczego w grafomańskie piórka. Dziwnym trafem dosłownie na chwilę przed przystąpieniem do pisania tego wpisu przeprowadziłem dość frustrującą rozmowę z bliską mi, choć coraz bardziej irytującą mnie swoim umęczeniem, osobą. Większość ludzi chyba po prostu myśli, że jest zaprogramowana do znalezienia szczęścia dopiero w nieszczęściu! Jakby za to swoje wkurwiające wszystkich wokoło umęczenie mieli dostać jakąś cholerną nagrodę! Dobra, za dużo kawek… A jedna z tych kawek dobra była… Prawdziwy Kopi Luwak, grubo mielone, tłuste ziarna, z „wartością dodaną” z układu trawiennego pancernika 🙂 Mała dygresja dla tych wszystkich czytelników mojego bloga, którzy potrafią docenić dobrą kawę 🙂

Ciekawią mnie strasznie najbliższe tygodnie… Jedno wiem na pewno. Nie wolno mącić…

Oglądajcie bajki. I słuchajcie mądrych żółwi!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s