O wielkich powrotach i zbawiennych właściwościach Dolarganu

Ktoś mi dziś przypomniał o tym blogu. Najbardziej niespodziewany ktoś. Co ciekawe nagle, gdy okazało się że ów ktoś to czyta, momentalnie dopadł mnie wstyd. Właściwie nawet więcej, wręcz chęć wymazania tych zdań na wieki wieków. Taki licealny odruch zamiatania pod dywan. Bo mi wstyd za to, jak się wtedy czułem, wstyd mi za to, jaki byłem, jak głupio i natrętnie szukałem pomocy w układaniu sobie życia. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej się oswajam z tym przejawem głupoty. Czy wręcz słabości. Dobrze mieć taki punkt odniesienia, żeby tym lepiej poczuć różnicę, docenić punkt w którym się jest teraz. Było nie było, napisał to ten sam człowiek. A jednak…

No więc nie skasuję, a nawet dopiszę coś nowego. Póki co w ramach pokuty 🙂 Może z czasem mnie to wciągnie.

Przedziwny dzień. Najpierw obudziłem się przemarznięty do szpiku kości, bo sobie ubzdurałem że nowa kołdra letnia z IKEI nadaje się o tej porze roku do spania przy otwartym oknie. Potem mała lekcja pokory w kosza. Potem telefon, którego się nie spodziewałem. A na sam koniec, zamiast spędzić kolejną sobotę na upijaniu się i wspominaniu tych samych, zawsze śmiesznych historii z tymi samymi znajomymi, wylądowałem w szpitalu, zwijając się w bólu, którego skali wcześniej autentycznie nie potrafiłbym sobie nawet wyobrazić. Ale mimo wszystko patrzę na ten dzień bardzo pozytywnie. Mam kolejny dowód na to, że jednak warto czasem posłuchać lekarza i brać przepisane leki. Mam też niepodlegający dyskusji powód, aby wreszcie definitywnie rzucić palenie (od pierwszego października!!!). Jutro rano nie obudzę się na totalnym kacu, zdołowany i nie będę się taplał w powódczanych refleksjach o życiu, Bogu i samotności. Nie… jutro rano obudzę się rześki, a moja twarz będzie miała normalne kolory, oczy nie będą wodniste i będzie mi się wszystkiego chciało. Doświadczyłem dziś czegoś bardzo prawdziwego i cennego. Najpierw był to cholerny ból, który na nikim na izbie przyjęć nie robił wrażenia przez dobre dwie godziny. Co ciekawe, im bardziej próbowałem uzmysłowić paniom pielęgniarkom, że całkiem poważnie trzęsę się cały z bólu i nie udaję białego koloru twarzy, tym one chętniej rzucały komentarze w stylu: „dlatego właśnie faceci nie rodzą dzieci”. Tym nie mniej, gdy już pierwsze dwie kroplówki z płynną pyralginą czy czymś tam nie zadziałały, dostałem w końcu Mercedesa wśród leków przeciwbólowych – Dolargan. I to 250 ml, nie zwykłą setkę! Aż ciężko opisać to cudowne uczucie, gdy ból znika z kolejnych części ciała. Spokój, niedowierzanie, że to już po wszystkim. Niepewność, czy można już spokojnie wziąć głębszy oddech, zdjąć rękę z brzucha, a nawet obrócić się na bok. Ale wraz ze spokojem przyszło dużo więcej. Ja nie wiem, jak dokładnie działa ten Dolargan. Ze szkoły rodzenia sto lat temu pamiętam, że podawano to kobietom, bo to je ogłupiało, znieczulało i wprawiało w stan, w którym łatwo poddawały się poleceniom personelu. Mnie na szczęście cały personel Izby Przyjęć miał głęboko w dupie, dopóki grzecznie leżałem na kozetce obok dwóch ofiar wypadku i wgapiałem się w półmroku w sufit. W każdym razie godzinny odlot po 250 ml Dolarganu w kroplówce wynagrodził z nawiązką cztery potwornie traumatyczne godziny bólu i banalnych rozczarowań polską służbą zdrowia. Spokój, lekkość, brak bólu i to fantastyczne uczucie płynięcia. Nie wiem jak to opisać, ale ta godzina spędzona pośród zawodzenia pana Nowaka, pijanego bezdomnego przywiązanego do łóżka w pokoju obok, dwóch staruszków z jakiegoś wypadku, którzy właściwie nic nie mówili, tylko czasem podnosili ręce do góry, jakby coś tam na nich czekało, pośród głupich uwag odczulonych lekarzy i pielęgniarek… ta godzina zupełnego skrycia się przed światem i jego problemami na brudnej kozetce szpitala była cudowna. I autentycznie nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem tak spokojny i szczęśliwy jednocześnie.

Nie no… chyba jednak będę tu zaglądał 🙂

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „O wielkich powrotach i zbawiennych właściwościach Dolarganu

  1. mmmmmmmmm. pisze:

    ja pamiętam, wydaje mi się, kiedy ostatnio … prawdę mówiąc pamiętam przynajmniej kilka okazji, przy których byłeś spokojny i całkiem chyba zadowolony :)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s